Starsze – wybrane

PAŁAC

Mój kraj to pałac
o pękających murach

W zakurzonym wnętrzu
sali balowej
stoi zastawiony na zawsze
biesiadny stół

Na nim
jeden talerz
i modlitwa –
szepcząca łza
przebrana za pannę wstydliwą

Na stole długim bez końca
popychany kęs po kęsie –
nie spadnie w czasie
nim braknie dnia

1985

WYTRWAĆ

Nie powinniśmy
w swoich korytarzach
zostawiać kulejących
przeszłych dni
uparcie wiatr oskarżać
o to że zburzył nasze gniazda

wiatr i tak jest przychylny
tylko do ziemi nas przygina
nie unosi poza światy
od korzeni nie odrywa
soków nie wypija 

Dlatego
gałęzie nasze
kropmy świeżą wodą

od ust
słowa złe zabierzmy

Jeszcze daleko
do końca świata

Trzeba wytrwać

1981

*     *     *

Gdzie znajdę miejsce
żeby muzy we śnie tulić
gdzie mój dom
by wytrwać

Jeśli to istnieje
zamknę się —

zamilknę
na resztę życia

a jeśli ktoś
zapuka do drzwi
odpowiem pukaniem

1988

W MOJEJ GALERII

Końcami palców zawiązuję
dwie skrzyżowane gałązki
na obrazie jeszcze nie opisanym
puste białe tło
wielka wnęka
w środku czerń
na obrazie moje dłonie
i odbicie twarzy
zachłanne oczy wpatrzone w środek

Końce palców
szarpią
powiększają wnękę

Na twarzy
osadza się zwątpienie

EPILOG

Spotykam się
z na wpół zgiętą nocą
podnoszę jej laskę ślepca
i mówię —
chodź nocy
będziemy się kochać
na przekór dniom

Urodzisz mi gwiazdy

A ja może nawet uwierzę
że one istnieją
nigdy jednak
nie będę im ojcem

Zbyt bliski jestem
temu
co urodziła ziemia