Proza

Moje felietony, małe formy literackie, zapisy dziennikowe i refleksje zostały zebrane w dwie książki i ukazały się w sierpniu 2021 nakładem Wydawnictwa ANAGRAM. Fragmenty książek - poniżej.

"Dookoła głowy", wybrane fragmenty książki
 
(...) Jakiś czas temu chodził za mną nieco przewrotny pomysł na eksperyment-prowokację. A w związku z tym, że eksperyment ten (gdyby go wprowadzić w życie) byłby niewybaczalnym naruszeniem praw autorskich wymienionych poniżej autorów, pozostanie jedynie opisanym przykładem. Otóż chodziło w tym eksperymencie o to, by wybrać oryginalny wiersz mało znanej poetki, podobny stylem do (powiedzmy) wierszy Haliny Poświatowskiej, i zamieścić go pod nazwiskiem autorki "Jestem Julią" na znanym portalu internetowym, gdzie publikowane są wiersze. A jeden z mniej znanych wierszy Poświatowskiej opublikować pod nazwiskiem tejże mało znanej poetki. Podobnie można byłoby uczynić z poetami. Utwór mało znanego autora opublikować pod nazwiskiem, powiedzmy, księdza Jana Twardowskiego, a wiersz Twardowskiego pod nazwiskiem mało znanego twórcy. Ciekaw jestem reakcji czytelników i tego, ile tak zwanych „lajków” otrzymałby wiersz mało znanej poetki podpisany nazwiskiem Poświatowskiej, a ile wiersz Haliny Poświatowskiej podpisany mało znanym nazwiskiem mało znanej poetki. Podobnie w tym drugim przypadku (...)
......................
 
(...) Tak sobie dzisiaj pomyślałem: może się rozbiorę do naga, jak to zrobiła niedawno znana polska siatkarka grająca we Włoszech? Kiedy to po zdobyciu mistrzostwa tego kraju sfotografowała się — nawet bez stringów — schowana za wielkim pucharem, a jej zdjęcie obiegło prawie wszystko, co mogło obiec? I taka mnie myśl naszła — rozbiorę się i stanę za ułożoną z tomików wierszy (nie tylko moich) piramidą albo kolumną. Może wtedy zdjęcie nagiego, zdesperowanego poety obiegnie wszystko, co da radę obiec? A ktoś napisze: patrzcie, poeta, a jednak dowcipny. No i sprzeda się więcej niż 100 egzemplarzy książek, co dzisiaj uważane jest za wielki sukces na rynku wydawniczym (oczywiście chodzi o książki poetyckie).
A może wjechać na ostatnie piętro jakiegoś drapacza chmur i „zamarkować” skok? Pewnie — jak w filmach — pojawi się negocjator i wtedy postawię mu moje warunki-żądania: że nie skoczę, jeśli ludzie zaczną czytać poezję. I pójdzie ten „news” do mediów. Chociaż, jak znam niektóre media, to z końcowego przekazu w wiadomościach ludzie dowiedzą się raczej tylko tego, że jakiś niespełna rozumu twórca chce się rzucić z wieżowca, bo nikt nie ma ochoty czytać jego beznadziejnych wierszy. Czyli markowanie tego typu aktu rozpaczy odpada. Zbyt ryzykowne (...)
......................
 
(...) Człowiek podobny jest burzy, porom roku, kruchej gałęzi, ptakom szybującym nad miastem, gąsienicy drążącej tunel, szczekającemu psu, przytulanemu kotu, kurze wysiadującej jajko, potokowi górskiemu przeciskającemu się pomiędzy kamieniami, zapachowi trawy po deszczu i deszczówce, która hałasuje schowana w tunelu rynny, a kiedy z niej wypływa — przenika do ziemi, żeby trawy pachniały jeszcze mocniej.
Człowiek podobny jest milionom rzeczy, zjawisk i form, często nienazwanych, często wymyślanych. Jeden człowiek — a co dopiero tłum albo cała ludzkość, która we wszystkich tych formach potrafi się objawić. Dać znak, że istnieje nie tylko po to, by żyć i jedynie powtarzać: „z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy”, ale by dać świadectwo istnieniu dobra — a nie tylko zła, aniołów — nie tylko diabłów; i tej wspaniałej, wspólnej dla wszystkich prawdy: że w tym wielkim świecie nie jesteśmy jedynie drobinkami, lecz mieszkańcami wspaniałego krwiobiegu, ogromnego serca, które utrzymuje przy życiu miliardy serc, podobnym rytmem bijąc przecież dla każdego (...)
 
"Na różne tony", wybrane fragmenty książki
 
(...) Kłócą się już prawie wszyscy i prawie wszędzie — w programach telewizyjnych i radiowych najwięcej. Krzyczą na siebie, nie dają sobie dojść do głosu. Spierają się i obrażają również w mediach społecznościowych. Tak zwaną mową nienawiści walczą z… mową nienawiści. Decydenci akceptują naganne, karygodne zachowania jednych, a za często nieszkodliwe przewinienia ścigają drugich. Albowiem jest takie „zapotrzebowanie”, bo elektorat lubi igrzyska. Taka polityczna gra: na kogo wypadnie, na tego bęc. Nawet ci, którzy uczą: „Kochaj bliźniego swego…” albo: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, nie potępiajcie, abyście nie byli potępieni, wybaczajcie, a będzie wam wybaczone” — często mówią już takim językiem, że druga strona na końcu swojego języka ma… brak słów. Albo w rewanżu — publicznie wypowiadają gorzkie o nich prawdy i nieprawdy, które zadają i rozrywają rany. I znowu leci krew. Samoobroną stał się atak. Walczymy, zamiast współpracować, krzyczymy, zamiast mówić sobie dobre słowa i wspierać się. Burzymy, zamiast budować. Prawie wszyscy. Ci milczący również. Bo milczenie to teraz ciche przyzwolenie. Być może za chwilę będziemy się już bić. Sami ze sobą. Będzie to Bitwa Narodowa — Narodowy Zryw, bo coraz więcej teraz słowa: „Naród”. A być może nawet zaczniemy się zabijać. W urnach złożymy później prochy rewolucjonistów zmieszane z głupotą i dziedzicznym „jestem przeciw”.
Mamy tysiąc lat tradycji. Za nami szkoła tysiącletnia. A my dalej jakby głusi, ślepi, niedorozwinięci.

2010

......................

(...) Coraz więcej miejskich placów pokrywanych jest betonem. Ludzie decydujący o tych zabiegach nadają im miano rzekomo „nowoczesnych rozwiązań”. A my — jeszcze trochę ludzie, a częściej już trochę kosmici — siedzimy na betonowych ławkach w otoczeniu betonowych płyt i rachitycznych drzewek, które teraz nazywa się miejską zielenią. Szukamy cienia już nie pod konarami rozłożystych buków czy kasztanów, a pod betonowymi blokami. I nagrzewamy się — z dołu, z boku i z góry. Czasami z tego nagrzania płoniemy — ogniem niemocy lub diabelskim płomieniem wściekłości. A kiedy chcemy zaczerpnąć powietrza, pełnymi wdechami nabieramy do płuc spalin z kolejnych tysięcy nowych rur wydechowych. Obsmażeni na betonowych patelniach, upieczeni w betonowych piekarnikach, doprawieni toksycznymi przyprawami i posypani parmezanem z kurzu — siadamy później w domach przed telewizorami, by zobaczyć, jak nasi włodarze przecinają kolejną wstęgę, otwierając najnowszy, betonowy deptak lub skwer, którego budowa pochłonęła setki zdrowych drzew i hektar lub dwa klombów i trawników.

Ciężko oddychając, patrzymy, jak uśmiechnięci, ważni decydenci przecinają czerwoną wstęgę — niczym aortę matki natury.

......................

(...) Na politycznej scenie dzieją się rzeczy niczym z dramatów Williama Shakespeare’a oraz dzieł Franza Kafki i Tadeusza Różewicza. Wierna widownia nie ustaje w oklaskach. Za drzwiami tego teatru w bezpiecznej (jeszcze) odległości stoją ci, którym ta scena nie odpowiada. Oni cytują czasami wiersz Do polityka Czesława Miłosza lub fragmenty Czekając na Godota Samuela Becketta. W oddali coraz głośniej słychać — nie raz, nie dwa już słyszany — rechot historii.

Świat został wystawiony na kolejną próbę, a wraz z nim — populiści1, mający za nic najwspanialszy — choć nie według wszystkich — ustrój polityczny, jakim jest liberalna demokracja. Oni już dawno uznali, że najlepszym dla nich systemem będzie ten, o którym już w latach dwudziestych ubiegłego wieku Jose Ortega y Gasset napisał, że pozwala on skutecznie wdrażać idee populizmu.

Mowa o systemie rządzenia „masami przez masy”, który z czasem ewoluował i niczym kameleon dostosował się do takich, a nie innych warunków. Skutkiem tego powstał dziwny twór, a bardziej potwór z trzema głowami — narodową, socjalistyczną i kapitalistyczną. Miejsce dawnej arystokracji, a później — wybitnych, politycznych autorytetów, zajęli nowi „arystokraci władzy”, zwykle przeciętni, a nader często — nieudacznicy.

......................

Przeglądając portale internetowe, natrafiam na komentarze, że jako kraj zmierzamy w kierunku autorytaryzmu, a jego (masowi) zwolennicy to ci, którym po prostu taki dyktat odpowiada. Myślę, że jednak nieco szybszymi krokami zmierzamy do innego systemu. Takiego, na którego czele stoi GŁUPOTA.

Mój przyjaciel Rudi mawia, że jest ona ponadczasowa i stale się replikuje. Mógłbym dodać, że nie tylko się replikuje, ale również materializuje. Poprzez słowa i czyny. I ma charakter masowy, gdyż to nie pojedynczy przywódcy mas, a ich (wydaje się) przeważająca liczba zwolenników (jak też przeciwników) przyzwala na promocję głupoty, stając się z czasem jej nosicielami.