RECENZJA KSIĄŻKI „NA RÓŻNE TONY”

Poniżej recenzja, która zrobiła mi dzień. Kinga Młynarska pisze na blogu „Przeczytane. Napisane” o mojej najnowszej książce „Na różne tony” wydanej nakładem Anagram.
……………………………………………………………………………………………

„Na różne tony to zbiór zapisków Marka Wołyńskiego. Teksty dotyczą w zasadzie wszystkiego – autor prowadzi swoisty pamiętnik (naszych czasów), w którym notuje swoje obserwacje, refleksje i komentarze dotyczącego tego, co nas otacza.

Cenię teksty Wołyńskiego m.in. za trafność spostrzeżenia, za wnikanie w głębię zagadnienia o jakim autor pisze i za pewną uniwersalność – nawet, gdy pisarz skupia się na konkretnej sprawie, to tworzy w zasadzie opowieść o człowieku czy świecie w ogóle. Szkice Wołyńskiego to miniatury, choć trzeba przyznać, że nawet w tak krótkiej formie autor jest w stanie wiele powiedzieć i to na różne tematy.

W tym tomie autor zwraca uwagę m.in. na pułapkę nowoczesności, w jaką ochoczo wpadliśmy. Z radością i bez refleksji godzimy się na coraz większe dehumanizowanie naszego społeczeństwa. Zanikają relacje międzyludzkie, istniejące więzy systematycznie się rozluźniają, coraz bardziej przenosimy naszą aktywność do sieci. Istniejemy jako użytkownicy, loginy, nicki, kody. Wołyński słusznie zauważa, że gdy stracimy dostęp do naszych haseł, kont itp. staniemy się „bezbronni”.

Z troską autor pochyla się nad naturą. Nie godzi się na ten „mord zbiorowy”, jak nazywa niszczenie przyrody. Podaje także powód tego złego stanu rzeczy – za wszystko wini „drukowany narkotyk”. W podobnie złym stanie jest nasza żywność i świadomość żywieniowa.

W Na różne tony odnajdziemy nasz świat. Wołyński niczego tu nie kreuje, nie dobudowuje ideologii. Opisuje naszą rzeczywistość, komentuje przemiany, rozmaite decyzje (np. polityków), zjawiska, modele zachowania itd. Trudno też nie zgodzić się ze stanowiskiem autora w niemal wszystkich kwestiach. Autor nie boi się wyciągać trudnych, drażliwych tematów i ma także odwagę jasno wyrażać swoje poglądy. Irytują go przede wszystkim głupota, oszustwa (różnego rodzaju), brak przyzwoitości (łączy się często z pazernością) lub choćby brak logiki w działaniu rozmaitych podmiotów (od pojedynczego człowieka do instytucji).

Kilka notatek jest w dość osobistym tonie – pisarz opowiada o pewnych swoich doświadczeniach, odczuciach, wrażeniach (np. poruszający eksperyment opisany w tekście pt. Wiadomości). Ale i tu nie można pozbyć się wrażenia jakby czytał nam w myślach. Poza tym, nawet te intymne sprawy przeradzają się finalnie w charakterystykę współczesnego świata. A więc impulsem do rozważań może być absolutnie wszystko – jakiś widok, sytuacja, czyjeś słowa, obejrzany film (lub nawet pojedyncza scena) czy plakat.

O czym jeszcze pisze Marek Wołyński? Głównie o naszych słabościach, wadach, bezmyślności, ignorancji. Wiele miejsca zajmuje tu polityka i szeroko rozumiane sprawy społeczne. Pojawiają się tematy dotyczące m.in. uczuć (np. spłycanie ich) i związków międzyludzkich, problemu zbieractwa oraz wszelkich nałogów, fake newsów i dezinformacji, kryptoreklamy, braku autorytetów, przemocy oraz rozmaitych form agresji. Nie brakuje też tekstów korespondujących ze sprawami bieżącymi, takimi jak np. pandemia.

Wołyński podejmuje bardzo interesujące kwestie i stawia jeszcze ciekawsze pytania, np. czy poświęcanie się dla innych jest wadą, a może oznaką słabości? Co mamy we krwi i czy faktycznie jest to „trochę chłopa pańszczyźnianego podszytego strachem”? I czy to miłość jest ratunkiem dla świata? Czy może poezja?

Na różne tony to notki całkiem aktualne – choć pierwsze zapiski pochodzą z 2007r. to pozostają ponadczasowe w swoim przekazie. Jest w tych prozatorskich przecież tekstach wyraźny sznyt poetycki. Wołyński ubiera niektóre kwestie w kostium metafory, chętnie korzysta także z innych tropów. To oczywiście jeszcze mocniej oddziałuje na czytelnika, jego wrażliwość i wyobraźnię.

Błyskotliwość, rozległa wiedza oraz wrażliwość (na losy świata, na drugiego człowieka, na najdrobniejszy element życia) Wołyńskiego sprawiają, że gros tych tekstów staje się automatycznie wskazówkami dla zagubionego (w tej bezdusznej pułapce współczesności) czytelnika. Wiele tu po prostu mądrych i pięknych spostrzeżeń, mnóstwo inspiracji oraz materiału do samodzielnej analizy. Autor pokusił się też o kilka dobrych rad, a właściwie to raczej podzielił się swoimi metodami np. na zły nastrój – „zmuszam się do śmiechu. Śmiech zawsze wygrywa”.

W wypowiedziach narratora dominuje najczęściej niezgoda i bunt, a bronią, po jaką sięga najchętniej (także by nieco się zdystansować od emocji) jest (auto)ironia, choć nie brakuje i subtelnego humoru. Jednak wydaje mi się, że z wszystkich odczuć dominuje tu po prostu rozczarowanie. Bo Wołyński jest zwyczajnie zawiedziony współczesnym człowiekiem. To oczywiście moje uogólnienie. Ale chyba wszyscy mamy świadomość, do czego doprowadziliśmy (my, ludzie) świat (i siebie w nim)…

Istotne jest tu mówienie w imieniu każdego z nas. Pisarz nie stoi wyżej niż jego czytelnik. Nie patrzy z góry, jak jacyś „ci”, „tamci” czy „oni” zachowują się w ten czy inny sposób, ale również jest uczestnikiem tego wszystkiego. Czuje zatem ciężar odpowiedzialności.

Serdecznie polecam. Warto zatrzymać się niekiedy w tym szalonym pędzie. I pomyśleć. Tylko tyle i aż tyle”