SZCZEPIENIA W HURCIE I DETALU

Wczoraj, dzisiaj, ale też tydzień temu – czytałem o kolejnych pomysłach dotyczących szczepień, a dokładnie o tym, jak (i gdzie) szybko oraz masowo zaszczepić Polaków. Wśród pomysłów m.in. takie, że moglibyśmy (masowo) szczepić ludzi na stadionach, lodowiskach, w aptekach – a nawet w zakładach pracy. Ktoś nawet zasugerował galerie handlowe… Być może miał na myśli to, że można byłoby szczepić przy kasach albo w przebieralniach. Podczas czytania na mojej twarzy często pojawiało się tak zwane zdziwienie pierwotne, a w głowie – pytanie, dlaczego nikt nie policzył ile w kraju mamy przychodni zdrowia? A mamy ich ok. 21 tysięcy! A w tych przychodniach są pacjenci z kartotekami. O ich zdrowotnych problemach wiedzą lekarze i pozostały – pracujący tam – personel medyczny. A to chyba ważne w kontekście bezpieczeństwa zaszczepionych osób, ewentualnych (możliwych) powikłań, itp. Zakładam, że w każdej przychodni jest gabinet zabiegowy, a jeśli nie w każdej, to w zdecydowanej większości z nich. Dzięki temu można byłoby szczepić dzień w dzień. Co najważniejsze – nie masowo, ale kameralnie, bez kolejek i tłumów, czyli – BEZPIECZNIE. Dzięki szczepieniom w „swoich przychodniach” wielu pacjentów miałoby przy okazji szansę na kontakt ze „swoim lekarzem”, co obok swoistego działania terapeutycznego pozwoliłoby namierzyć (choćby u części z nich) choroby, które później windują statystyki w pozycji „umarli z powodu chorób współistniejących”.

Wczoraj zaszczepiłem się w jednej z takich przychodni należącej do Spółki ODNOWA w Opolu. Profesjonalna obsługa, wszystko „jak w zegarku” – miałem być zaszczepiony o 9.10 i o tej godzinie zostałem zaszczepiony. Sympatyczna pani pielęgniarka i pan doktor. Zaledwie kilka osób w tak zwanej poczekalni – sprawnie, miło i przyjemnie. Co najważniejsze – zachowany dystans o którym trąbimy od ponad roku. Jednym zdaniem: komfortowe warunki. Mój znajomy spoza Opola nie miał takiego „szczęścia” i szczepił się w ogromnym szpitalu, w tak zwanym „Narodowym punkcie szczepień”. Czekał w kolejce blisko dwie godziny, tłum poirytowanych ludzi, bałagan organizacyjny… Kiedy opowiadałem mu o moim szczepieniu – dostrzegłem w jego oczach coś, co można nazwać połączeniem zazdrości i rozgoryczenia.

Załóżmy, że z jakichś powodów nie będzie możliwe zaszczepienie ludzi we wszystkich przychodniach i pod uwagę weźmiemy „tylko” 15 tysięcy przychodni, które mogłyby szczepić (w przypadku wolnych mocy przerobowych) również nie swoich pacjentów. Część osób – przy takim rozwiązaniu mogłaby „kameralnie” zaszczepić się w szpitalach, mamy ich bowiem nieco ponad 1000. Niech każda przychodnia – na spokojnie, bez tłumu ludzi, bez pośpiechu, zaszczepi dziennie 70 osób. 5 dni x 70 = 350 tygodniowo, czyli 1400 miesięcznie. 15 tysięcy przychodni x 1400 pacjentów miesięcznie = 21 milionów ludzi…. A gdyby szczepić również w soboty – zaszczepionych byłoby o 4 miliony więcej. Tym samym można w cywilizowany sposób zaszczepić 25 milionów ludzi tylko w jednym miesiącu. Bez tworzenia kolejnych radosnych pomysłów, często oderwanych od rzeczywistości.

W tym miejscu miała się pojawić tradycyjna puenta, ale zamiast niej – jeden z moich ulubionych wierszy Andrzeja Waligórskiego.

DREPTAK SIĘ BUDZI

Dreptak się budzi! Skrzypią sprężyny,
Dreptak przeciąga się i mamrocze,
Widać wyraźnie z Dreptaka miny
Że sny miał takie więcej prorocze.
A śniły mu się kwiatki, ruczaje,
Że był przepiękny, że kochał ludzi…
Nad sennym miastem świt blady wstaje,
A w centrum miasta Dreptak się budzi.
Dreptak się budzi! Jest mu przyjemnie,
Sen o realia w nim się zazębia,
– Ach – myśli – ileż jest dobra we mnie,
I jaka, prawdę mówiąc, jest głębia!
W kuchni za ścianą stukają szklanki,
To żona kawę poranną studzi,
I płomień słońca padł na firanki,
I cały w blasku Dreptak się budzi.
Głowa szlachetna, choć trochę łysa,
Noga kosmata, lecz drobnej kości,
I jedna ręka przez krawędź zwisa
Jakby szukała nowych wartości.
Z odgiętym jeszcze o pościel uchem,
Z lekkim trzeszczeniem obu podudzi!
I z białej dłoni powolnym ruchem
Potężny duchem Dreptak się budzi!
Dłoń, jak mówiłem, zwisa z krawędzi
I szuka czegoś po dywaniku…
– Ha ha! – mówicie – Tu dowcip będzie!
Dreptak się budzi z ręką w nocniku!
Tak myśląc jednak – byście nie zgadli,
A on, szukając, także się łudzi…
Dreptak to Polak. Nocnik mu skradli.
I z ręką w próżni Dreptak się budzi…

 

9.04.2021