KTÓRZ ZACZ

Irytuje mnie, kiedy czytam znakomity esej równie znakomitego pisarza i nagle pojawia się nazwisko, które nic mi nie mówi. Nie zjadłem wszystkich rozumów i wielu nazwisk – mniej znanych, ale pewnie dla autora eseju ważnych – po prostu nie znam. A tu – pojawia się nazwisko i nic więcej o tym człowieku. Kolejne zdania płyną sobie lekko i zgrabnie do przodu, a ja myślę: któż zacz? Kim jest tajemniczy „X”? Czy tak trudno było dopisać, że to na przykład znany malarz z przełomu XIX i XX wieku lub też pisarz – przyjaciel Bertolda Brechta albo filozof, który miał bzika na punkcie Sokratesa, a może cyrkowiec-zamachowiec, lub też pełen mrocznych tajemnic cieć, pilnujący kamienicy, gdzie na poddaszu, w małym mieszkanku ten esej powstał? Ale tej informacji nie ma i nagle trzeba przerwać czytelniczą ucztę niczym długo oczekiwaną randkę, a nawet ten etap, kiedy randka jest „konsumowana”; włączyć komputer albo tablet, wpisać w Google to nieszczęsne nazwisko i po chwili…

Po chwili wydajemy żałosny jęk zawodu połączony z klątewnie-gorzkim pomrukiem: to polityk.