ZMASOWANY ATAK WIERSZY

Odnoszę czasami wrażenie, że za dużo jest wokół mnie wierszy przeróżnych autorów, za dużo. To znaczy – gdyby to były utwory tylko dobre, czułbym się tym faktem zbudowany. Jednak dobrych (w moim odczuciu) jest jakby mniej, za to epidemia – a czasami nawet pandemia – słabych lub złych. Sąsiad, który nie wiedział kim jest Poświatowska, pochwalił się niedawno, że napisał swój pierwszy poemat o miłości. I dodał, że wyśle na jakiś konkurs, bo żona była zachwycona. Ponoć się nawet popłakała ze wzruszenia. Otwieram komputer i razem z dobrymi (czasami – znakomitymi) tekstami poetek i poetów, wyskakują z niego również banalne rymowanki lub utwory do cna „białe”, a raczej – „przeźroczyste” innych autorek i autorów, będących (wydaje się) w zdecydowanej większości. Podobnie nieudane teksty wylewają się z lodówki. Otwieram szafę i obok świetnych wierszy, wypadają z niej – jeden za drugim – te brzydkie i porozciągane jak zniszczone swetry albo przegadane niczym długi, zimowy szal. Zaglądam pod poduszkę i zamiast dobrze ułożonego prześcieradła widzę jakąś pogniecioną metaforę. Atakują mnie wypracowania i opowiadania zapisywane jako wiersze. Niedługo w takiej formie zaczną się ukazywać powieści.

Coraz częściej jestem poddawany atakom wielkiej armii słabych wierszy, których w ogólnodostępnej przestrzeni – również tej zwanej „kulturą masową” – stale przybywa. Internet pęka już od nich w szwach ale i książek z takimi tekstami ukazuje się coraz więcej, bo przecież teraz każdy może sobie wydać tomik. W tym natłoku giną te naprawdę dobre, rozmywają się proporcje pomiędzy tym, co wartościowe, a tym, co przeciętne lub bezwartościowe. Wielu czytelników pewnie od tej mieszanki głupieje, a jeśli nawet nie, to pewnie spora grupa czuje się zdezorientowana. Przypuszczam, że głupieją też od tego niektórzy dobrzy poeci.

Tadeusz Różewicz – gdyby żył – pewnie napisałby na ten temat kolejny znakomity wiersz, nawiązujący do jego utworu „Od jakiegoś czasu” (prwdr. „Nowa kultura” 1962 r.), który cytuję zamiast puenty:

Od kilku lat
proces umierania poezji
jest przyśpieszony

zauważyłem
że nowe wiersze
ogłaszane w tygodnikach
ulegają rozkładowi
w ciągu dwóch trzech godzin

umarli poeci
odchodzą szybciej
żywi
wyrzucają z siebie
w pośpiechu
nowe książki
jakby chcieli zapchać papierem
dziurę