ŚWIĄTECZNA OPOWIASTKA

Był dobrodusznym człowiekiem i znakomitym solistą – skrzypkiem, któremu muzyka często zastępowała cały świat. Zawsze powtarzał, że potrafi ona czynić cuda i może być najwspanialszym dobrem – ale wtedy, gdy dotyka najgłębiej skrywanych, najwrażliwszych pokładów duszy. Może dlatego tak bardzo kochał kolędy i w każde Święta grał je na skrzypcach.

Czas płynął, a że przemijanie jest nieubłagane – przyszła w końcu starość, a po niej śmierć. I choć jego ukochana muzyka żyła dalej – dusza powędrowała do Nieba. Jednak na Ziemi zostały po nim… – dobre emocje. Pozbawione teraz przytulnego kąta w sercu dobrego człowieka, zagubione błąkały się zimowym dniem. W pewnej chwili, jedna z nich trafiła na małego, bezdomnego psa. Wieczór był mroźny i wietrzny, a emocja – również bezdomna. Postanowiła więc zamieszkać w tej małej psinie – do czasu, aż znajdzie serce innego człowieka. Zawsze to jakiś tymczasowy dom.

Od chwili, kiedy weszła do serca kudłatego czworonoga, on stał się jakby radośniejszy. Dreptał teraz chodnikami i parkowymi ścieżkami z małą dobrą emocją w sercu, często zatrzymując się obok ludzi wracających do domu z przedświątecznych zakupów. Merdał wtedy ogonem, a emocja pomagała mu rozdzielać przyjazne fluidy. Niektórzy ludzie na chwilę przystawali, ale po chwili odwracali głowy i szli dalej. Większość jednak nie zwracała na niego uwagi, a on, niezrażony brakiem przyjaznej reakcji, nadal co jakiś czas się zatrzymywał i próbował budzić w ludziach dobro.

Nastała noc, a wraz z nią wzmógł się wiatr i ziąb. Pies ukrył się w bramie starej, zniszczonej i opuszczonej przez ludzi kamienicy. Jednak po chwili – wiedziony jakimś podszeptem wszedł do środka. Po drewnianych, skrzypiących schodach dostał się na piętro. Prowadziła go – tańcząca pod cieniami gałęzi drzew – smuga światła, która dzięki pobliskiej latarni oświetlała schody. W pokoju na piętrze, meble – podobnie jak schody – majaczyły w świetle tej samej latarni, przebijającym się przez zabrudzone szyby. Był tam też stary gramofon, a na nim płyta.
Kiedy piesek układał się w rogu kanapy na postrzępionym pledzie, koślawe łoże dotknęło oparciem gramofonu. W tej samej chwili płyta zaczęła się kręcić, a igła głowicy opadła na czarny krążek. I popłynęły… kolędy. Zanim się skończyły, psiak zmęczony wędrówką i ukołysany muzyką – zasnął.

Z głębokiego snu wytrącił go mocny hałas. Przerażony, zerwał się na cztery łapy. Za oknem stał dźwig, a do jego ramienia umocowana była lina z olbrzymią, metalową kulą. I właśnie ta kula, rozkołysana ramieniem dźwigu, uderzała w ścianę – przeznaczonego do rozbiórki – budynku.

Po chwili ściana runęła, a za nią część dachu i prawie cały strop piętra. Ocalały schody i fragment ściany bocznej z przyklejonym do niej kawałkiem podłogi, na której stał gramofon, a obok niego – przerażony pies. Kiedy operator dźwigu szykował się do ponownego rozkołysania kuli, by zburzyć i tę zachowaną resztę domu, gramofon ponownie wprawił w ruch krążek z koncertem wigilijnym. Pierwsze, głośne takty „Bóg się rodzi, moc truchleje…” dało się słyszeć na całej ulicy. I oto ramię dźwigu się zatrzymało, a stalowa lina coraz wolniej się kołysząc, w końcu zawisła bez ruchu. Wtedy piesek zbiegł po schodach i usiadł przy gruzowisku.

Z głośnika gramofonu tymczasem rozbrzmiało: „Oj malusi, malusi, malusi…” i w tym momencie opodal burzonego domu pojawiła się kobieta niosąca choinkę i trzymająca za rękę dziecko.

– Mamo, mamusiu, zobacz! Jaki mały, jaki biedny! Pewnie nie ma domu, taki samiutki na świecie. A może to był jego dom? I ta okropna, wielka kula mu go zburzyła? Mamusiu, weźmy go… Zobacz, on taki nieszczęśliwy i cały się trzęsie z zimna! Proszę, mamusiu, weźmy go do nas. Nasz dom jest duży – a tylko ty, tatuś i ja, i tyle miejsca, i ogród… – prosiło dziecko.
– Synku, to pewnie jest czyjaś zguba – rzekła matka. – Ale… dobrze – powiedziała po chwili namysłu. – Weźmiemy go i dowiemy się, czy ktoś go nie szuka. Jeśli nie, to zostanie z nami.
– Mamusiu, mamusiu – niemal płaczący ze szczęścia dzieciak objął rączkami kobietę, która wzięła psa i podała go dziecku, a ono mocno go przytuliło.

Pierwszą noc w nowym domu wykąpany i nakarmiony zwierzak spędził z chłopcem. Już wcześnie rano pobiegli razem do pokoju, gdzie czekało do ubrania pachnące, świąteczne drzewko.

A dobra emocja? Ona również spędziła tam noc, ale… w sercu dziecka, do którego szybko wskoczyła w chwili, kiedy zobaczyła, jak chłopiec przygląda się pieskowi przy burzonym domu.

Od tego czasu, nie zapominając również o czworonożnym przyjacielu, często odwiedza i jego serduszko, a on merda wtedy radośnie ogonem, obdarowując domowników i wszystkie napotykane na spacerze osoby wspaniałym, psim uśmiechem.