O ANIOŁACH, DIABLE I WIZJI ŚWIATA WEDŁUG HARRY’EGO DUDY

Łatwiej byłoby mi napisać pozytywną recenzję zbioru wierszy, gdzie wystarczy zacytować dwa wyjątkowej urody utwory, jedną lub dwie urzekające metafory i dodać tylko kilka zdań. Bo to przecież wiersze są zawsze najlepszą recenzją, a zarazem rekomendacją, dzięki której – być może – zainteresujemy się twórczością danego autora.

Jednak w przypadku prozy bywa tak, że wybór fragmentów do zacytowania staje się nie lada wyzwaniem, szczególnie wtedy, kiedy znakomitych opisów, dialogów i mądrych myśli jest w dziele literackim bardzo dużo. Jak w książce Harry’ego Dudy: „Aniołowie na ulicach Sodomy”.

Sporo było książek w moim długim już życiu, ale takiej jeszcze nie czytałem. To swoisty konglomerat literackich gatunków, takich, jak opowiadanie, rozprawa filozoficzna, thriller, farsa (pamflet polityczny), proza z gatunku science fiction a nawet opowieści, których akcja – na pierwszy rzut oka – nie wiadomo gdzie się dzieje, lecz zdanie za zdaniem staje się coraz bliższa światu, w którym żyjemy, a który to świat przedstawia często autor w krzywym zwierciadle, z wirtuozerią cechującą największych mistrzów literatury.

Spróbujmy zatem zrecenzować książkę głównie przy pomocy zacytowania jej kilku fragmentów, które mogłyby uzupełnić ogromny już, ale wciąż przecież otwarty na nowe, wartościowe cytaty, choćby dział portalu „Lubimy czytać”.

Autor (lub też: wszechwiedzący Narrator) – myślami jednego z bohaterów książki, Erazma – o słowie: „Słowo jest jak światło. I jak rzeczą światła jest rozjaśniać ciemność, tak rzeczą słowa jest rozjaśniać mroki naszej świadomości. Mroki głębsze i bardziej niebezpieczne niż jakakolwiek ciemność. Próbuje tego słowo osadzone w poezji. Wszyscy bowiem jesteśmy pogrążeni w ciemności: i poeci, i słuchacze lub czytelnicy poetów. Słowo, które ma naturę światła może budzić, ale też koić i obdarzać dobrym snem. Jest bowiem także modlitwą, która przez piękno usiłuje dociec Niepoznawalnego, umacniając albo nawet lecząc nasze człowieczeństwo. Idąc ponad ulotność chwili, ponad zabawę i ponad pustkę – powraca swym lotem do kryształu Idei, którego jest migoczącym odłamkiem”.

O korzeniach poezji: „W oddechu pulsującego w nas życia, życia spojonego z wszechświatem, płonie nasza świadomość. Praźródła i korzenie poezji są romantyczne, albowiem sięga ona po nieosiągalne, i marzenia, i lęki. Bo człowiek z istoty swojej jest owocem romantyzmu Stworzenia. Żyjemy wszak pośród nieustającego cudu, sami cudem będąc. Bo jeśli nie – to skąd nasz zachwyt, skąd zapatrzenie, zaduma… I skąd znaki zapytania, skąd zmagania z widzialnym i z niewidzialnym, ze sobą, światem, istnieniem i nieistnieniem…?”

O aniołach: „Aniołów dotyka czas, aczkolwiek żyją na jego krawędzi i prawie mu nie podlegają, lecz on ich muska jak fryzjer-artysta i fryzuje ich aureole, dodając siwizn i znaczeń, fal i fantazji, zmarszczek, brodawek i cieni, a także szczerości rysów, które bardzo po ludzku składają się na ich anielskie twarze”. „Aniołowie widzą inaczej niż ludzie. Ich oczy postrzegają wedle postępujących po sobie kilkudziesięciu faz widzenia – schodami tęczy wszelkich barw od światła białego począwszy. Widzą też atomowo i subatomowo lepiej niż jakikolwiek mikroskop Elektronowy…”

O ludziach (słowami aniołów): „Przecież Pan nasz nie dał im swej wszechmocy, a jedynie podobieństwo jej, moc kreacji; a nadto, od kiedy dał im wolną wolę, nie kieruje już zdarzeniami świata. Przeto z ich wolnej woli mnożonej przez miliardy miliardów aktów tej woli rodzą się wypadkowe zdarzeń, które obejmują ich konsekwencjami i dobra, i zła – do unicestwiania włącznie”.

O głupocie (słowami jednego z bohaterów książki, „dziwacznego filozofa”): „Dotychczas myślałem, że są tylko dwa światowe pomniki głupoty i pychy: na Kremlu  – Car-puszka (z której nigdy nikt nigdy nie wystrzelił i nie wystrzeli) i Car-kołokoł, największy dzwon świata (który nigdy nie zadzwonił i nie zadzwoni). Ale oto mamy obecnie jeszcze: w Brukseli pomnik euro – pomnik głupoty i samą Brukselę: topi się ona w nadmiarze własnej elektryczności i nawet odprowadza ją do ziemi; dlatego przez całą dobę cała Bruksela jest oświetlona (razy dnie, tygodnie, miesiące i lata). Gdyby to był jakiś, powiedzmy, POMNIK JEDNOŚCI, POMNIK ZJEDNOCZENIA, POMNIK UNII czy jeszcze inaczej, i pośród symboli znalazło się również euro  — wszystko byłoby w porządku. Tymczasem my współcześni jak biblijni głupcy bałwochwalcy-Izraelici cielcowi  – postawiliśmy pomnik Mamonie, pieniądzu! Tyle że ówcześni Izraelici pod cielcem podejrzewali istnienie bóstwa, a my?…

I na koniec – fragment, który w szczególności polubią miłośnicy wina: „– Czemu od razu wino ma być winne? – uśmiechnął się Amegon. – Słowa „wino” i „winien” brzmią bardzo podobnie, lecz to nie znaczy, że mają wspólne pochodzenie z jednej istoty rzeczy. Wino raczej sprzyja myśleniu. A skoro Pan w Starej Księdze danej rodzajowi ludzkiemu pozwolił człowiekowi bez grzechu opilstwa wychylać trzy kubki wina przy jednym posiedzeniu, to i my, aniołowie nie popełniamy grzechu, pijąc, na razie, jeden kubek.”

Harry Duda, „Aniołowie na ulicach Sodomy” – do nabycia m.in. w internetowej księgarni BONITO.