ANTY-ZAKUPOHOLIK

Postanowiłem dzisiaj załatwić dwie proste rzeczy – prześwietlenie i zakup spodni adaptacyjno-kwarantannowo-covidowych, czyli takich z elastyczną częścią w okolicy pasa. Wydawało się – dwa banalne tematy. Prześwietlenia nie zrobiłem przez procedury sanitarne. Kiedyś wchodziłem ze skierowaniem, pani rejestrowała, szedłem do kasy i chwilę później inna pani robiła mi pozowaną sesję zdjęciową, tak zwany: pół akt. Proces obliczony maksymalnie na godzinę przy założeniu, że kolejka oczekujących liczyła nie więcej niż 2-3 osoby. Dzisiaj była procedura sanitarna, rejestracja i jedynie ustalenie terminu prześwietlenia. Tym samym muszę ponownie przyjechać za kilka dni, przejść procedury, prześwietlić się i… później jeszcze raz przyjechać, przejść procedury oraz odebrać wynik. Szkoda, bo ani w poczekalni, ani w sali, gdzie robią prześwietlenia, nie czekał w kolejce ani jeden pacjent.

Zaopatrzony w wiedzę dotyczącą znowelizowanego procesu prześwietlenia, pojechałem załatwić drugi prosty temat, czyli kupić spodnie. W galerii handlowej odwiedziłem trzy sklepy, gdzie półki i wieszaki uginały się od spodni. Wszędzie procedury, czyli na twarz – maseczka, na ręce psik psik, a później zmaganie się z dobraniem odpowiednich rozmiarem i elastycznością spodni. Poddałem się w trzecim sklepie. Miałem dosyć duchoty pod maską, śmierdzących psik psików, lecz głównie tego, że producenci nie potrafią uszyć normalnych, wygodnych spodni. Zmarnowany czas wynagrodziły mi trzy chwile szczęścia czekające (bez maseczek) na zewnątrz mekki zakupoholików: chwila numer 1 – pozbywam się maski; chwila nr 2 – jadę do domu; chwila nr 3 – ubieram w domu dresowe spodnie i wychodzę do ogrodu.