WIERSZE O MIŁOŚCI

Czasami czytam wiersze o miłości. Kupuję lub dostaję od poetek i poetów indywidualne zbiory i antologie, gdzie tego typu tekstów jest bardzo dużo. Ich spory wybór można znaleźć również w Internecie. Wśród piszących miłosne wiersze (często swoiste mini poetyckie wierszo-dzienniki) przeważają autorki. Mężczyźni piszą o miłości jakby mniej chętnie. A jeśli już, to najczęściej o niespełnieniu i o przekraczaniu tej delikatnej granicy, której nigdy nie wolno przekraczać. Oni przekroczyli i teraz cierpią, gdyż za późno na refleksję. Pozostało im bolesne doświadczenie. Piszą, jak weterani, choć wielu z nich, zaraz później znowu tę granice przekracza.

W miłosny wierszach współczesnych autorek (poza oczywiście wyjątkami i wieloma znakomitymi, „historycznymi” wierszami choćby Poświatowskiej czy Świrszczyńskiej) zamiast metafor miłości, które by mnie „uniosły”, pojawiają się najczęściej jedynie powielane setki razy słowa, opisy oddające ledwo błogie chwile, czuły dotyk ale równie często niespełnienie, rozgoryczenie lub brak zrozumienia. Bardzo rzadko znajduję taką metaforę, która by mną poruszyła. I taki wiersz, po którego przeczytaniu przestałbym nagle słyszeć koncertujące obok mojego okna kosy, nie czuł zapachu kwiatów ani choinek po deszczu – olśniony i zauroczony słowami piękniejszymi niż wiosenny ogród.