GŁUPEK

Dzisiaj na blogu jeden z mikro-rozdziałów opowiadania, które zacząłem pisać w 1982 roku, przerwałem i po 38 latach postanowiłem je dokończyć. „Głupek” to dziennik pisany przez chłopca, który jest nieco na bakier z tym, co nazywamy „normalnością” (stąd taki, a nie inny styl narracji), lecz dzięki konsekwencji oraz uporowi i – jak się w efekcie okazuje – talentowi literackiemu, udaje mu się odnieść sukces.

… o miłości

Dzisiaj myślałem o miłości. Ostatnio często myślę o miłości. Czytałem kiedyś, że jest taka najlepsza miłość i ona nazywa się platoniczna. To znaczy taka, że oni się nie spotykają i nie są ze sobą, a miłość jest. I  ona dlatego jest wielka, że oni nie są ze sobą fizycznie, bo wtedy nic nie zepsują, a jakby byli fizycznie, to mogliby tę miłość jakoś zepsuć. Na przykład niepotrzebnym ruchem, albo kiedy on zrobi coś nie tak, inaczej niż ona by chciała. Pomyślałem, że to coś dla mnie, taka miłość i przypomniałem sobie dziewczynę, którą poznałem w górach, a która mnie nie chciała. Zakochałem się w niej platonicznie i jest mi z tym dobrze. Bardzo ją kocham i często o niej myślę. Dzisiaj nawet napisałem dla niej platoniczny wiersz, a wczoraj rano zerwałem taki platoniczny bukiet kwiatów, bo ona go przecież nie dostanie. A najpiękniejsze jest to, że ona wcale nie wie, że ja ją kocham i jest to takie tajemnicze jak z filmu, na którym ludzie płaczą. I kiedy tak o niej myślałem, zacząłem się zastanawiać, dlaczego akurat mówi się na to: miłość platoniczna. Pamiętam, że ciotka dała mi kiedyś taki wielki słownik, jak dowiedziała się, że piszę. I tam w tym słowniku przeczytałem, że to od Platona, ale tyle tam było o tym napisane, że się pogubiłem i sobie pomyślałem, że jak coś jest prosto, to znaczy, że ta miłość nie jest fizyczna – tylko w myślach, to jest wtedy dobrze. A jak nie jest prosto, to wtedy ludzie się gubią i nie rozumieją. Dlatego są często źli i tacy niezrozumiali. Pan profesor często był taki niezrozumiały, jak mówił babce, co mi jest, albo jak opowiadał o swojej pracy i o tych badaniach, jakie kiedyś robił. Babka kiwała głową, lecz ja wiedziałem, że babka tylko udaje, że go rozumie, bo była taka dobrze ułożona i nie chciała, żeby profesor się obraził. Czasami trzeba się tak zachowywać. A może babka kochała profesora platonicznie, tak jak ja tę dziewczynę z gór? Bo jak profesor wychodził, patrzyła przez okno, a później uśmiechała się – akurat, jak smażyła kotlety. A znowu kiedy profesora nie było, a ona coś smażyła, to wtedy się nie uśmiechała i nie wiem jak to z babką naprawdę było. Na pewno nie była z profesorem fizycznie, bo on był inny niż ten dziadyga, co do niej kiedyś przychodził. Ale tego dziadygi już bardzo długo u babki nie było i tak sobie pomyślałem, że chyba się nie myliłem i dlatego wolę platonicznie, bo nikt wtedy ode mnie nie odejdzie.