ANIOŁOWIE NA ULICACH SODOMY

Dwa lata temu, przy okazji jednego z towarzyskich spotkań, gdy rozmowa zeszła na temat planów wydawniczych, mój przyjaciel, poeta i publicysta Harry Duda wspomniał mi, że ma w swoich archiwach bardzo nietypową książkę. A w jednym z rozdziałów opisał wizję świata, w którym ludzie… nie umierają, ani – naturalnie, ani też nie można ich zabić. Słysząc taką opowieść i taką „rekomendację”, a później jeszcze kilka zdań na temat fabuły nie mogłem zostać obojętny i powiedziałem: musimy to wydać. Tak też się stało i po dwóch latach książka – zaopatrzona w okładkę oraz ilustracje zaprojektowane przez Ryszarda Drucha – opuściła szufladę autora i wyruszyła na spotkanie z czytelnikami.

O czym są „Aniołowie na ulicach Sodomy”? To najnowsza książka Harry’ego Dudy, który w dorobku ma już blisko pięćdziesiąt samodzielnych publikacji zwartych. Książka, jakiej z pewnością jeszcze nie było – zaskakująca pod każdym względem, pierwsza proza artystyczna tego autora (obok prozy o innym charakterze). Dzieło, które się wymyka wszelkim kwalifikacjom gatunkowym. Trudno byłoby go streścić, choć posiada wielowątkową fabułę; można co najwyżej „z grubsza” książkę opisać. Autor, czy też narrator (tu nawet trudno te pojęcia trafnie rozdzielić) z niebywałą zręcznością zmienia style i gatunki wypowiedzi: są tutaj stricte poetyckie, mistrzowskie opisy przyrody, jak choćby przywołany fragment:Las przyjął aniołów swym pięknem niemal tak, jakby to były ramiona samego Pana: świetlistość drżała miliardami mikroskopijnych tęczy uwięzionych nad kroplami rosy w rześkim i przeźroczystym powietrzu poranka, które trwało nad niezliczonymi łódeczkami liści jako ich własne, leśne niebo; na tym niebie słały się jako chmurki i obłoki wczesne cienie; niżej pyszniły się: skrzące kręgi pajęczyn, czerwone poziomki, aksamitne i matowe plamki czarnych jagód, wyżej ziarniste kiście jarzębin; trwały w niemym zachwycie istnienia poplątane korzenie drzew, włochate łodygi runa, trawki leśne, powłóczyste storczyki tu i ówdzie otwarte przy czerni gnijących gałęzi jak pocałunek wywiedziony z nicości, okorzałe pnie strzelające gibko, to ciężko i mocarnie, to w bok, to skosem w wyższe, rozjarzone niebo, na którym żeglowało już pod żaglami światła zwycięskie, wszechobecne słońce, co dotykami cudu naprężało soki w pniach drzew i łodygach runa, dobywając otchłanie zapachów i obietnic biegnących jak sygnały wieczyste z otwartych, żywicznych szyszek, kapeluszy grzybów, ze spadzi budzących się mszyc, mrowisk łapczywie wchłaniających ciepło przez niezliczone szparki i otwory, jakie w nich tworzyły robotnice bezustannie wietrzące kopce…”); są opowiadania; groteska; fragmenty prozy science-fiction; traktaty filozoficzne i teologiczne o kondycji człowieczej, o dobru i złu, gdzie autor między innymi pisze: „W ludzkim świecie przyszłość, jako nieznana, staje się powodem lęków i rozlicznych obaw. Ludzie rzadko patrzą na nią jedynie jako na interesujący obiekt poznania. Tylko nieliczni mogą sobie na to pozwolić, jeśli żyją w harmonii umysłu i uczuć, mając zarazem jakiś nieźle ustalony byt materialny, czyli brak troski o przyszłość. Jednak i tak większość nawet spośród takich ma przecież jakieś przed przyszłością obawy, choćby o swoje lub bliskich umieranie, względny komfort tego umierania, jego czas i okoliczności. Tu potrzeby i oczekiwania ludzi są tak różne, lęki tak rozmaite, że się nie da niczego podsumować. Nadto dochodzi lęk przed starością i jej fizjologicznymi klęskami, jak też lęk przed samotnością. Niekiedy myślę, że większość szaleństw, wariactw, facecji, perwersji, a nawet zbrodni z tych właśnie lęków się bierze. Oni są bezmiernie podszyci strachem, egzystencjalnym lękiem czy też cierpieniem jak kto woli (mówiąc ich językiem filozoficznym). A co do dzieciństwa — cóż, nie można mieć wszystkiego…); są filozoficzne żarty i swoiste „zabawy” intelektualne; satyra społeczna, a nawet epizody dziejowe oraz antytotalitarne pamflety polityczne. Całość zaś spina w jedno „panoramiczna” wyobraźnia, która odziewa w szaty literackiej fikcji najbardziej fundamentalne problemy ludzkie – światopoglądowe i cywilizacyjne w wyrazie i wymiarze filozoficzno-moralnym (a w tym religijnym). To bardziej opowieść niż powieść, swoisty strumień zdarzeń i myśl, zaskakujący finałem i zawartą w nim wizją. Lektura tej książki stanowi niespodziewane rozwinięcie wątków dawnego (1985) poetyckiego dzieła Dudy – poematu „Godzina światła”. Sam autor powiedział o „Aniołach…”: „Rzecz powstała około dziesięciu lat temu. Dziś już bym tego – i tak – nie napisał. Wszystko ma swój czas. To pokazanie kolejnego etapu „dziania się” mej rzeczywistości intelektualnej i psychicznej, a także poszukiwań nowatorskiego dla niej wyrazu artystycznego”.

Gorąco polecam: „Aniołowie na ulicach Sodomy”, Harry Duda, Opole 2020. Wydawca: RIDERO oraz Agencja Reklamowa MW, redaktor wydania – Marek Wołyński, Projekt okładki oraz ilustracje – Ryszard Druch. Książkę wydano przy wsparciu firmy TURCK.