FACEBOOKOWE OSOBOWOŚCI

31 sierpnia 2020 r. mój blog będzie miał kolejne – już trzecie – urodziny. Zastanawiałem się, jaki dać dzisiaj „rocznicowy” tekst. Zdecydowałem się na publikację felietonu lekkiego i przymrużeniem oka. Wszak to urodziny… 

FACEBOOKOWE OSOBOWOŚCI

Na początku ubiegłego roku (blog, http://marekwolynski.pl/2019/01/11/insight-discovery/) stworzyłem alternatywne terminy i opisy wybranych charakterów ludzkich w odniesieniu do popularnego w biznesie „Insights discovery” – czyli modelu opisującego indywidualny styl funkcjonowania. Bazując wówczas na cechach charakteru opisywanych w tej metodzie, takich jak np.: żywiołowy, empatyczny czy ekspresyjny, postanowiłem zbudować mój własny, projekt „Insights…” i stworzyć nieoficjalną typologię – do zastosowania wówczas, kiedy na przykład ta oficjalna nam się znudzi.
Tym razem udałem się do świata Facebooka, by zrobić podobny opis w odniesieniu do uczestników tej globalnej rodziny znajomych.

Pierwszy na liście to „smakosz”. Uwielbia jeść i dzielić się pasją jedzenia. Wiemy co (i z kim) jada na śniadanie, obiad oraz kolację, jakie lubi desery, jaki pije alkohol, a nawet które restauracje preferuje. Oczywiście poznajemy również jego znajomych – współbiesiadników, często nie do końca świadomych, że kilka tysięcy nieznajomych ogląda w Internecie, jak zajadają się schabowym popijając go ochoczo piwem lub wódeczką, lub też jak wyglądają po tej kolejnej, lub ostatniej wódeczce. Wpisy „smakosza” najlepiej oglądać po jedzeniu, gdyż w innym razie będą pobudzać apetyt, co może źle wpłynąć na figurę i tak już zdeformowaną przez długi pandemiczny lockdown i dokuczliwe kwarantanny.

„Naprawiacz ludzi” jest kolejnym moim typem Facebookowego Insights. Często w randze zawodowego coacha (trenera, któremu przyświeca misja naprawiania innych poprzez formę nauczania, a przede wszystkim takiego stawiania pytań, żeby jego odpowiedzi były zawsze lepsze od naszych) lub psychoterapeuty, najczęściej owładniętego misją naprawiania innych poprzez wskazywanie tak zwanych „ścieżek rozwoju osobistego” oraz odkrywania naszych słabych punktów, które powodują, że Work-life balance* (zawodowy) oraz Life balance (prywatny) jest do dupy. „Naprawiacz” podnosi na duchu nie tyko psychologicznymi wpisami na temat tego jak żyć, żeby życiem cieszyć się długo i szczęśliwie, ale też wkleja sporo motywacyjnych cytatów, myśli znanych ludzi lub takich, które on sam wymyśla, jak np.: „Onanizm nie jest grzechem, jest ulgą. Onanizm psychiczny, to choroba”. Wielu „naprawiaczy” działa również po to, by przy okazji naprawiać siebie, a wiedzę dotyczącą „naprawiania” najczęściej czerpie z autopsji. Poznać ich można po wypowiadanych zaklęciach z użyciem tak zwanych słów-kluczy. Wtedy „naprawiacz” najpierw mówi ci, że to, co robisz, robisz dobrze, nawet świetnie, ale później daje do zrozumienia, że tylko on wie, co i jak zrobić, by było jeszcze lepiej. Czyli – taki magik, cudotwórca.

I tu przechodzimy do „omnibusa” lub „geniusza”, którym bywa również wspomniany „naprawiacz ludzi”. Wiadomo – omnibus, to ten „który wszystko wie”. Jakakolwiek z nim polemika nie ma sensu. Zawsze wie najlepiej, najwięcej, a jeśli nawet się w dyskusji pogubi, to trzyma w zanadrzu wkute techniki ze znanej książki dotyczącej sztuki prowadzenia sporów, czyli z „Erystyki” Schopenhauera i kiedy powiemy mu z błyskiem zwycięstwa w oku, że ma podarte spodnie, on od razu odpowie, że jesteśmy pijani. Skąd wie? Jak poczuł przez ekran? Po prostu wie. Dlatego, że jest „omnibusem”.

Kolejny, bardzo popularny Facebookowy charakter, opatrzyłem terminem „polityk”. Inaczej – ten który jest za jednymi, albo za drugimi. Albo nawet za trzecimi lub czwartymi. Zawsze zdeklarowany na 100 procent, na „tip-top”. Czyli, jeśli „Jedni” to jego formacja – drudzy i reszta to absolutni wrogowie. Nienawidzi ich, a wszystko, co zrobią – nawet jeśli dobrze, jest z natury złe. Walczy z nimi przy pomocy memów i fejków (czyli obraźliwych lub  kłamliwych rysunków, zdjęć, haseł) i zażartych, całonocnych dyskusji. Walczy posługując się licznymi faktami lub półprawdami, ale też – inwektywami. Często lawiruje, prowokuje, gdyby mógł przeciwnika przez ekran monitora czy komórki walnąć  pięścią lub kopnąć, zrobiłby to.

„Turystę” rozpoznamy od razu. Był w Himalajach, w Japonii, Nowej Zelandii, na Karaibach, na Mauritiusie, a nawet w Bieszczadach!!! Dużo wkleja zdjęć, żyje podróżami oraz świadomością, że my żyjemy nimi również. Jak przeglądam profil „turysty”, często przypomina mi się taki dowcip: W barze pewien mężczyzna, mocno już „wypity” chwali się nowo poznanej dziewczynie, że zjeździł cały świat. I ona pyta: A w Afryce byłeś? – Byłem – on odpowiada. – A w Australii? – Pewnie, i to kilka razy. – A kangury widziałeś? – Tam… widziałeś, bawiłem się z nimi. – A w Norwegii też byłeś? – Żeby to raz… – A fiordy widziałeś? – Fiordy? Fiordy to mi z ręki jadły…

No i charakter wyjątkowy: „spamer” lub „nałogowiec” albo „nękacz”. Prawie nikt go nie lubi, gdyż wkleja posty, jeden za drugim, nawet co dziesięć minut. Jakby od tego zależało jego „to be or not to be”. Wkleja dosłownie wszystko: informacje i zdjęcia tego, co jadł; zdjęcia ze spaceru, zachodu i wschodu słońca; jak jedzie autem lub moknie na deszczu. Publikuje zdjęcia swojego kota, psa, żony lub męża, dzieci, wyposażenia domu i te ze spaceru. Publikuje dowcipy, filmiki, utwory muzyczne, mądre myśli znanych ludzi, lub twórczość własną produkowaną hurtowo. Dlatego wiele osób, zaraz po zawarciu z nim „znajomości” wchodzi kursorem na trzy kropki w górnym prawym rogu tego jego postu, którym nas już nie tyle zadziwił, co do cna zamęczył i po otwarciu menu ukrytego pod tymi trzema kropkami klika kursorem w „Ukryj wszystko od…”. I już jest spokój. Można odetchnąć, że spacyfikowaliśmy króla wszystkich tablic.

Ozdobami Facebooka są najczęściej „twórcy”. I to zarówno ci piszący, malujący jak też śpiewający oraz grający. Gorzej, kiedy obok promocji swojej twórczości uprawiają globalną autopromocję posiadając jednocześnie w sobie typ „spamera”. W tym drugim przypadku, gdy nadmierna dawka informacji o życiu i twórczości autora zaczyna nas nie tylko męczyć, ale coraz bardziej irytować i zniechęcać, zawsze możemy wybrać wspomnianą wcześniej funkcję umieszczoną w panelu pod trzema kropkami.

Szybko rozpoznamy typ „narcyza”, gdyż co kilka dni zmienia zdjęcie profilowe, jakby to poprzednie wciąż nie było tym doskonałym. Lubi umieszczać swoje zdjęcia dokumentujące pobyt na plaży, kąpiel w basenie lub w morzu, na których eksponuje nie tylko nagi tors. I chociaż daleko mu do sylwetki Ronaldo czy Lewandowskiego, on wie, że i tak jest wyjątkowy.

„Modystka” – jak sama nazwa wskazuje, lansuje modę i nowe trendy, lubi się przebierać, pokazywać w tych przebraniach, fotografować przed lustrem w przebieralniach butików galerii handlowych, no i ma garderobę wielkości mojego gabinetu, a butów tyle, co u mnie książek. I też bardzo ładnie poukładane na półkach. Sam widziałem.

Jeśli znowu chodzi o „podglądacza”, nic o nim nie wiemy, nawet często nie ma zdjęcia profilowego, ale on wie o nas wszystko. Wprasza się do grona znajomych by jedynie „podglądać”. A taki na przykład „zapominalski”, który już dawno temu założył konto, ale wciąż o tym zapomina, po półrocznym milczeniu potrafi pojawić się nagle, niczym teściowa w sypialni i opublikować zdjęcie z wakacji. Ciekawy jest również „komentator”, pośredni typ osobowości pomiędzy „podglądaczem” a „spamerem”, ale często posiadający cechy „omnibusa”. Ma stałą potrzebę komentowania wpisów. Bywa, że niektórych „komentatorów” się boimy, w szczególności tych, którzy nie panują nad słowami i emocjami.

Na koniec trzy typy w jednym opisie: „fanatyk religijny”, „misjonarz” i „egzorcysta”. W trójkę bywają podobni do „polityka”, bo choć mówią (piszą) o miłości, miłosierdziu i wybaczaniu win, sami (na szczęście nie wszyscy) niechętnie wybaczają. I są nie do zdarcia w swoich poglądach, przekonaniach. Dużo w nich cech „omnibusa”, ale najwięcej – „naprawiacza ludzi”.  Można by rzec, że to jedna, wielka rodzina „naprawiaczy”, której nadrzędnym celem jest pomagać innym. Niestety w praktyce okazuje się, że – podobnie jak w realnym życiu – również  w tym wirtualnym zbiorowisku nigdy nie wiemy, kto i jakiej pomocy oczekuje. A wtedy o tych wszystkich zabiegach dotyczących metafizycznego wyjaśnienia bytu naszych znajomych, wszelkiej maści egzorcyzmach oraz wielu innych „duchowych” eksperymentach można powiedzieć tylko to, że cała para poszła w gwizdek. I tylko omnibus wie, jaka para i w jaki gwizdek.

*Work-life balance to stan, w którym nasze życie zawodowe i prywatne tworzą spójną całość, służą naszym celom i oczekiwaniom oraz są zgodne z naszymi zasadami i wartościami. 

Sierpień 2020