GOŚCINNY POKÓJ

Na komodzie, oprawione w ramki, stoją dwa zdjęcia ukochanych Bliskich, którzy niedawno odeszli. A obok kwiaty – świeże i  zawsze białe, bo takie oboje lubili. Komoda stoi zaraz przy oknie, za którym widać odrestaurowany, niewielki, neogotycki kościół poewangelicki wzniesiony w 1885 roku. Nazywany obecnie „czerwonym kościółkiem” – jest siedzibą gminnego centrum wystawienniczego. Z okna widać również ogromny park na niewielkim wzniesieniu i dwie wieże oraz fragmenty murów pałacu, który w 1838 roku odziedziczyła w spadku po swej matce królewna niderlandzka Marianna Orańska.

Kiedy byłem dzieckiem, Siostrę i mnie straszono białą damą, która ponoć ukazywała się nocą na blankach między wieżami. Siostra bała się tych opowieści – ja udawałem, że się nie boję. Najstarsi mieszkańcy Kamieńca Ząbkowickiego powiadają, że to duch królewny dogląda włości. Teraz, kiedy czasami odwiedzam Mamę, późnym wieczorem lub też nocą spoglądam przez okno gościnnego pokoju, wypatrując białej damy. I mówię do Siostry na zdjęciu – ja też się wtedy bałem…

Obok komody stoi stary, rzeźbiony, rozkładany stół i cztery krzesła ze skórzanymi siedziskami. Stołowy komplet z solidnego drewna pamięta jeszcze czasy przedwojenne, a być może nawet pochodzi ze wspomnianego pałacu. I choć stół czasami się zachwieje, zaskrzypi, to trzyma się mocno, a widząc uśmiech Taty na drugim zdjęciu, przypominam sobie jego słowa, które często powtarzał: – Ten stół tak ma, zobaczycie, wszystkich nas przeżyje. A żeby się nie chwiał, wystarczy mu kawałek gazety pod nogę… – Może być „Polityka” – dodawał. Tato lubił żartować, choć o długowieczności stołu mówił całkiem serio, na dowód czego ten piękny mebel nadal jest ozdobą gościnnego pokoju. A cztery krzesła wokół niego trzymają się równie dzielnie. Zapewne jeszcze niejedno pokolenie naszej rodziny zasiądzie na nich do wigilijnej kolacji, urodzin, chrzcin lub rocznicy ślubu.
A do wazonu stojącego na komodzie być może ktoś kiedyś dołoży – obok białych – kolorowe kwiaty.