PRZEBUDZENIE

Pieprzyć wszystkie poranki, kiedy trzeba wstawać, jak mówią, o świcie, bo ponoć to coś daje, i hasła – na dobry początek dnia – też pieprzyć, bo nigdy się nie sprawdzają.
Pieprzyć toster za to, że pali tosty i ekspres do kawy za skłonności do przypalania, ale i jajka pieprzyć, bo zawsze pękają – i to nie tylko podczas gotowania.
Pieprzyć menela, co z premedytacją znowu nasikał nam do śmietnika i autoalarmy, które całą noc wyły do swojego kuzyna – budzika.
Pieprzyć ciągłe wyzwania i pracę ponad siły, za którą dostajemy często marne grosze i pieprzyć wyścig szczurów, które stres oraz wypalenie zawodowe – niczym zarazy – wśród ludzi roznoszą.
Pieprzyć aplikacje w smartfonach, które szpiegują i na naszych oczach się wieszają i głupie reklamy w Internecie też pieprzyć, bo terroryzują i cenny czas nam zabierają.
Pieprzyć wiadomości, i nieważne, czy z radia, czy z telewizji – wszystkie są toksyczne, dołują i uczą agresji albo tego, jak nienawidzić i powielać kłamstwa w ramach darmowych, politycznych koncesji.
Pieprzyć garnitury i to, czy mają za długie lub za krótkie rękawy albo spodnie i buty też pieprzyć, te które radzą nam zakładać blogerzy, bo są do dupy i niewygodne. Zresztą – kogo to obchodzi? Garstkę narcyzów-celebrytów wspierających przemysł odzieżowy? Czy grupkę klakierów, którzy w butach widzą lekarstwo na kompleksy i jakiś niezrozumiały cel – pewnie ideowy? A może kilku estetów? Tylko kogo teraz obchodzą esteci? Jaki mają wpływ na politykę, na zmiany i klimat – no i na nas, nasz świat, który karmiony dymem i śmieciami, z dnia na dzień coraz gorzej się trzyma.
Pieprzyć piękne paznokcie, które kobiety zbyt często malują, a zaraz później przecierają toksycznym zmywaczem i nie dość, że śmierdzi w domu jak w samochodowej lakierni, to nic nie daje wietrzenie ani dmuchanie odkurzaczem.
Pieprzyć codziennie smarowane kremem czoła, którymi i tak głupcom bijemy pokłony, sądząc, że cokolwiek dla nich znaczą nasze bałwochwalcze skłony. Tych głupców również trzeba pieprzyć, bo ich rewolucja zjada nasze – ostatnie – zdrowe tkanki i zamiast zdobywać kosmos, będziemy za chwilę kopać rowy albo chlać gorzałkę na siedzisku furmanki. I pieprzyć przemarsze ich braci debilów, którzy wrzeszczą, że są wybrańcami narodu, a równocześnie prowadzą nas nad przepaści albo do szamba pełnego smrodu.
Pieprzyć tak zwane mądrości – wielkich i znanych ludzi, wypisywane już nawet w publicznej toalecie – przecież i  tak większość ich nie rozumie, a jedynie inteligenci, których jakby coraz mniej w tym ogromnym świecie. Ale większość będzie je powielać, mówić na głos, czytać w myślach – nawet chować do skrzyni, a innym dalej gadać stare farmazony o życiu i miłości, szczęściu i sukcesach, porażkach i dupie Maryni. I tylko się pojawi coraz więcej domorosłych filozofów, mędrców, omnibusów, zaklinaczy węży – najlepiej kiedy jeszcze papieros i flaszka, i „socjal” dziedziczony jak dla następcy tronu.
Pieprzyć fotele, kanapy, leżaki, a nawet łóżka, w których tracimy ponad połowę życiowej drogi i pieprzyć pociągi, samoloty, autobusy oraz samochody – wszystko, co ubezwłasnowolnia nogi.
Pieprzyć wyścig zbrojeń i produkcję mięsa, bo i jedno, i drugie jest na tak masową skalę, że w końcu masowo również nas zabije – i zostanie po nas jedynie niespełniony talent.
Pieprzyć kult pieniądza i tak zakłamaną ekonomię, że nie opłaca się logicznie kalkulować, bo coraz częściej dwa plus pięć równa się cztery albo trzy albo dwanaście – nie nam o tym decydować. Pieprzyć piękne sklepy w galeriach i galeryjkach, gdzie dotknięci obłędem zakupów galernicy biją się o bonus lub oddają życie za spodnie znanej firmy czy pasek do spódnicy…

Pieprzyć w zasadzie wszystko – poza wyjątkami, do których można by zaliczyć poezję Poświatowskiej i filmy Spielberga lub bajki Disneya; książki: Mały książę lub Czarodziejska góra, malarstwo Moneta albo Gierymskiego, muzykę Czajkowskiego, a nawet Beatlesów; wspomnienie pierwszej miłości, narodziny dziecka, podróż do Hellady i lazurowe morze – w zasadzie tutaj listę można by rozwijać i każdy mógłby wpisać, co kochał prawdziwie, kiedy w oczach miał rosę rozświetloną słońcem, a śmiech jego był tak czysty, że innych unosił, zaś serce tak stukało jakby do bram Raju…