DESZCZ I PETER GABRIEL

Lubię twórczość Petera Gabriela, a jego wykonanie utworu „Don’t Give Up” wspólnie z Kate Bush szczególnie. Czasami późnym wieczorem robię sobie muzyczny prezent na koniec dnia. P. Gabriel jest częstym gościem tych artystycznych spotkań, kiedy to oczy chcą już spać, lecz dusza łaknie jeszcze wrażeń.

I podczas jednego z takich gabinetowych koncertów, gdy letni deszcz zaczął przeciskać się przez noc, a później stukał w parapet i okienne szyby ze świadomością (jeśli oczywiście jakaś świadomość deszczowa istnieje), że i tak go nie wpuszczę do domu – ja puściłem „Don’t Give Up” i na przekór temu, co sobie te hałasujące krople wody myślały, otworzyłem okno. Szeroko!

Deszcz najpierw zgłupiał od tej mojej empatii, a później – w tej ogłupionej radości, słysząc jeszcze w dodatku przejmujący utwór Gabriela – zalał mi łzami pół pokoju. I było w tym tyle romantycznej spontaniczności, ile każdy z nas w sobie nosi. Lecz kiedy czasami chciałby – podobnie jak ten deszcz – dać upust szalonym emocjom, gdzieś, po drodze, nader często pojawia się zamknięte okno.