BURZENIE (II)

Josif Brodski w jednym z esejów napisał: „Człowiek wolny różni się od człowieka zniewolonego tym, że w przypadku katastrofy, niepowodzenia, klęski, nigdy nie obwinia okoliczności, kogoś innego, władzy – on obwinia samego siebie. Człowiek zniewolony zawsze uważa, że ktoś inny winien temu, co się stało”.

Wiele lat śmialiśmy się z Łukaszenki. Nawet z jego fryzury. I mówiliśmy – jak to? Nasi bracia Słowianie, a nie potrafią się przeciwstawić? Przecież to tylko jeden człowiek? Z czasem zapomnieliśmy o fryzurze Łukaszenki i jego zamiłowaniu do gry w hokeja. Mało kto dzisiaj wie, co się dzieje na Białorusi. Temat tego kraju i jego wodza „spowszechniał”.
Oburzaliśmy się, choć bardziej chyba byliśmy zdziwieni, mówiąc – jak to? Haider? W takim rozsądnym kraju jak Austria? Po jakimś czasie przestaliśmy się oburzać, gdyż po raz pierwszy w historii Unia nałożyła wtedy na Austrię (właśnie z powodu Haidera) sankcje, a zaraz później Haider zginął w wypadku samochodowym. I „problem” się sam rozwiązał. Mógłbym podawać kolejne przykłady, kiedy coś, co najpierw nas dziwiło, oburzało, gotowało krew, z czasem stawało się „codziennością”, z którą da się przecież jakoś żyć. Poza tym – to nie u nas. Nas to nie dotyczy. A kiedy już coś podobnego zaczynało nas dotyczyć, zachowywaliśmy się… tak samo. I po kilki miesiącach, roku, czy dwóch – przechodziliśmy do defensywy z hasłem: „przecież taki mamy klimat” i akceptacją tego, że to nie my, lecz ktoś inny jest winny temu całemu złu.

Od kilku lat publikując felietony na moim blogu, wielokrotnie pisałem o tym, że podejmujemy ratunkowe działania dopiero wówczas, kiedy już „coś” zaczyna nabierać rozmiarów klęski. Lecz – niestety – razem z tym czymś rozpadają się również nasze marzenia, nasz dorobek, a nawet i życie.

Mówią, że Polska budownictwem stoi. Lecz teza ta nie do końca jest chyba prawdziwa. Bo jeśli idzie o budownictwo w sensie dosłownym – może i nie jest najgorzej. Ale jeśli użyć przenośni, to właśnie burzenie, a nie budowanie, wychodzi nam najlepiej.