DRUGIE OBLICZE LAJKÓW

Jakiś czas temu usiłowałem znaleźć funkcję w ustawieniach Facebooka, która mogłaby zablokować umieszczanie pod postem (zdjęciem) na mojej osi czasu tak zwanych polubień, czyli potocznie: „lajków”. Niestety – takowej funkcji Facebook nie posiada, no chyba, że własny post opublikujemy jako widoczny jedynie dla siebie, co przecież mija się z celem. Można jedynie wyłączyć tak zwane „lajki” pod umieszczonym zdjęciem profilowym, publikując to zdjęcie tylko dla siebie, gdyż w tym wypadku Facebook zrobił wyjątek i zdjęcie – pomimo takiego ograniczenia – widoczne jest dla wszystkich.

Dlaczego chciałem wyłączyć „lajki”? Dlatego, że czas od czasu miewam z nimi problem – taki natury psychologicznej. Dzieje się to wówczas, kiedy łapię się na pytaniu, dlaczego ktoś dał mi łapkę, kiedy ktoś inny dał serduszko? Albo dlaczego ten, co mi dawał przez ostatni miesiąc łapkę, teraz nic nie dał? Albo dlaczego osoba, od której bardzo długo otrzymywałem serduszka, teraz daje mi jedynie łapki, a jeszcze inny znajomy przestał cokolwiek dawać? Co było powodem takiej decyzji? Może napisałem coś, co go uraziło i przestał mnie lubić, nie chce widzieć, odciął się ode mnie?

Przez te „lajki” czuję się również zobowiązany do rewanżu. Kiedy mam czas – stawiam pod postami znajomych łapki i serduszka, czasami „Wow”, „Ha ha” lub „Przykro mi”. Bywa, że brakuje mi dodatkowych ikon, typu: „Błagam..”, lub: „Jesteś pewien?”. Czasami, kiedy dany wpis lub zdjęcie nie do końca mnie przekonuje, mam dylemat, no bo wypada przecież dać chociaż łapkę znajomemu, który dał mi ostatnio kilka serduszek. Lecz to może spowodować kolejny dylemat, bo, być może, znajomy oczekiwał jednak serduszka i nawet danie łapki znajomości nie uratuje, albo ją znacząco osłabi… Lecz najczęściej brakuje mi czasu i zapominam, mając świadomość, że wtedy mogę się w jakiś sposób „narazić”, a nawet czuję się zagrożony tym, że mogę przejść do grupy znajomych, których się już nie lubi. W obliczu ogromu streso-twórczych wyzwań, z jakimi dzień w dzień się stykam, kolejne obarczanie świadomości takim poczuciem zagrożenia wcale nie jest komfortowe.

Największy dylemat stanowi jednak (pewnie nie tylko dla mnie) tak zwana liczba lajków, np. pod opublikowanym wierszem. Załóżmy, że mając kilka setek znajomych, dostaję 30 lajków. Czyli co? Reszta nie lubi poezji? Czy może wiersz jest według reszty po prostu kiepski? To jak krytyczna dawnymi laty recenzja znakomitego Artura Sandauera. Brzmiała często jak wyrok. Albo tylko 10 lajków pod miniaturową prozą, nad którą siedziałem cały wieczór. O ile rzeczywiście miłośników poezji może być mało, to przecież proza jest dla wszystkich. I co? Znowu do niczego? Mam przestać pisać?

A teraz już na poważnie. Myślę, że tak zwane „lajki” najczęściej – nieświadomie, weryfikują postawy wielu osób w stosunku do wielu innych. Wtedy ci, co dają serduszka, są (na przykład) bardziej lubiani od tych, co dają tylko łapki. Nie wspominając o tych, co nic nie dają. Ci mają pewnie u jakiejś grupy osób – nawet przerąbane.

Od niedawna chodzi za mną pomysł, jaki mógłbym zaproponować twórcom Facebooka. Polegałby on na tym, że chwilę po „zalajkowaniu” wpisu znajomego lub znajomych, Facebook podpowiadałby w specjalnie zadedykowanym na ten cel okienku przeniesienie takiego „lajka” do „realu”. Na przykład: po okazaniu zachwytu znajomemu, pojawiłaby się podpowiedź wykonania telefonu typu: „Super”, do mamy, taty, siostry, brata, syna, córki, lub innego członka rodziny; do przyjaciółki lub przyjaciela. Albo sugestia, by odbyć „Super” spotkanie z bliskimi lub przyjaciółmi, lub też – kiedy mamy taką możliwość – „Super” się przytulić się do najbliższej osoby, a jeśli bylibyśmy się na przykład przeziębieni, można byłoby dla bezpieczeństwa przytulić się – „Wrrr” – wchodząc wcześniej do foliowego wora. A nawet mogłaby pojawić się propozycja, by podarować kilka dobrych słów na powitanie tym, którzy mają zbyt często wypisane na twarzach „Przykro mi”…