WIRUS

Jacy naprawdę jesteśmy, okazuje się najczęściej wtedy, kiedy nadchodzi tak zwany czas próby lub moment krytyczny. Sporo na ten temat ukazało się książek i filmów. Dowiadujemy się wówczas, ilu tak naprawdę mamy prawdziwych przyjaciół, upada często mit kochającej się bezinteresownie rodziny, a wiele instytucji okazuje się być domkami z kart. Ci, którzy głoszą jedynie słuszne prawdy, nagle zmieniają front, a znowu inni znikają, uciekają z „tonącego okrętu”. Dopóki taki moment krytyczny nie nastąpi, lecz wiemy, że może nadejść, nasze zachowawcze postawy kształtuje głównie element „ekonomiczny”, a później, z dnia na dzień – ogromna liczba zewnętrznych impulsów do działania. Często jednak nieracjonalnego, pozbawionego sensu. Atmosferę podgrzewają nie tylko media, lecz wszyscy ci (niestety – również politycy), którzy mają z tego jakiś zysk. Tak jak na wojnie – ktoś na tym zarobi, ktoś inny straci. Zawsze za takim zjawiskiem stoi KTOŚ lub COŚ. Kiedy mamy odpowiedzialnych i mądrych polityków, prawdziwe – a nie tworzone według politycznego klucza – elity, autorytety, oraz wybitnych i niezależnych od władzy ekonomicznych doradców, lecz przede wszystkim zjednoczone, a nie podzielone na wrogie frakcje społeczeństwo, wtedy sytuacje kryzysowe jesteśmy w stanie pokonać szybciej i skuteczniej. Jak w dobrze zarządzanej firmie. Kiedy jednak na nasze życie mają coraz większy wpływ osoby wybierane najczęściej z niedowartościowanej „masy”, wśród których nie brakuje (niestety) wszelkiej maści kretynów, wówczas stajemy się – na swój sposób – ubezwłasnowolnieni. Również przez każdy pojawiający się kryzys. Co możemy zrobić, by dać opór masowej głupocie oraz milczącemu przyzwoleniu, które to cechy, co jakiś czas w moich blogowych tekstach opisuję? Możemy wykorzystać szansę jaką daje kryzys i dać opór nie tylko głupocie, ale również temu, co sprawiło, że inny wirus – w koronie, lecz takiej, która rani głowę – zadomowił się przecież w nas (i obok nas) już dawno, niszcząc równie skutecznie…