„LAJKI” ZA NAZWISKO

Mądrości wybitnych osobistości, czyli ładnie podane truizmy. Czytamy i kiwamy głową myśląc: jakie to mądre. Dlaczego mądre? No bo napisał (powiedział) to Einstein, Churchill albo Pablo Neruda. A przecież większość tak zwanych mądrości, to prawdy – tak zwane oczywiste, powielane na tysiące sposobów. Kwestia zamiany kilku słów, innej formy zapisu. Na przykład: „Pijak mądry jak wypije, a głupi mądry, jak pijak”. Kto to powiedział? Ernest Hemingway, czy Mark Twain? A autorem myśli: „Dzielimy się na tych, którzy mają coś do powiedzenia i na tych, którzy coś mówią” jest Albert Einstein, czy może Bernard Shaw? Jak sądzicie? A kto nam podarował zdanie: „Dopiero wchodząc do rzeki, poczujesz, jak doskonale zarządza ona zmianą”? Oskar Wilde? A może Bill Gates?

Podobnie z wierszami, gdzie nader często te nieudane, przegadane, nawet z przypadkowymi rymami, uznawane są za wartościowe, tylko dlatego, że napisał je laureat Nobla, prawie Noblista lub poetka, albo poeta mający na ścianie obok biurka kilka lub kilkanaście dyplomów uznanych konkursów poetyckich. A znowu wybitne, małe dzieła sztuki z (często) odkrywczymi, oryginalnymi metaforami, leżą w „szufladach”, albo czekają na prywatnych blogach czy stronach Facebooka, budując się kilkoma „lajkami” znajomych. Nie mając siły ani sposobności, by się „wybić”, a kolejny udział – często wielkiego talentu – w znanych konkursach poetyckich, w których otrzymane wyróżnienie pozwoliłoby dotrzeć do szerszej publiczności i wyjść z cienia, staje się dla niedocenionego Autora kolejną porażką i stawia przed nim również kolejne pytania dotyczące kryteriów oceny poezji.

Wracając do pierwszego akapitu tej miniatury – wszystkie zacytowane tam „mądrości” są mojego autorstwa. Waszej wyobraźni zostawiam zadanie: Ile „lajków” dostałyby opublikowane np. w sieci przez jakiegoś celebrytę, mającego kilkaset tysięcy obserwujących, gdyby podpisane były: Marek Wołyński, a ile, gdyby widniało pod nimi nazwisko: Mark Twain…