„CHCENIE”

Potrafimy protestować przeciwko temu, co prowadzi do katastrofy klimatycznej, lecz widząc potrąconego psa czy kota, wielu z nas nie potrafi zatrzymać samochodu, by chociaż podejść, pomóc lub wezwać pomoc. – To przecież tylko zwierzę – myślimy. I tak pewnie zdechnie… A w dodatku może pogryźć…

Potrafimy krzyczeć i się oburzać przeciwko grze mocarstw, w wyniku której może nas czekać nuklearna wojna, a nie potrafimy skrzyknąć się w trzy-cztery osoby, by stać się „skutecznym” rozjemcą autobusowej bójki, kiedy podpity wyrostek daje upust swoim kompleksom. – A jak wyciągnie nóż? Albo po naszej interwencji przyjedzie policja i to my będziemy mieć problemy? – myślimy… I patrzymy jak szczeniak upokarza bezsilnego pasażera.

Coraz głośniej też wyrażamy obawy, że możemy utracić wolność kraju, i tę naszą, własną, którą odzyskaliśmy i od wielu już lat dbamy o nią, jak się dba o kwiaty w przydomowym ogrodzie. By cieszyły wzrok – również sąsiadów. Jednak z roku na rok – zamiast wspólne dobro wzmacniać, budować – wdajemy się w kolejne wojny między sobą, dzielimy na wrogie obozy. A kiedy ktoś mówi nam, że trzeba to przerwać, odpowiadamy – przecież i tak nic to nie zmieni. I dopisujemy w myślach kolejne zdania pełne niemocy i obojętności.

Tak bardzo chcemy, by świat zmieniał się na lepszy, nasze dzieci i wnuki miały wokół siebie istny raj. Tak bardzo chcemy być szczęśliwi, spełnieni, budzić się jako zdobywcy świata, a nie jego grabarze. I grabarze siebie. Tak bardzo chcemy i do tej listy „chcenia” dokładamy kolejne: marzenia, pragnienia, oczekiwania, racje, refleksje… I nosimy ten wypełniony „chceniem” wór na plecach, a on coraz bardziej nas pochyla i coraz częściej kieruje wzrok pod nogi…

Tak wiele, tak bardzo (także wiele razy) chcemy, a nie potrafimy się nawet dogadać…