GLOBALNA DEZINFORMACJA

Od dłuższego już czasu toczy się spór dotyczący tak zwanego globalnego ocieplenia. Dotyczy on głównie tego, czy powodem zagrożenia związanego ze wzrostem temperatury na Ziemi jest nadmierne gromadzenie się gazów cieplarnianych spowodowane rozwojem przemysłu, spalaniem paliw kopalnych (węgla i ropy naftowej) oraz ogromną liczbą samochodów.

W obliczu rozgrywającego się obecnie australijskiego dramatu, trudno obok tego tematu przejść obojętnie, tym bardziej, że dyskusja wokół niego jest coraz bardziej zażarta. Pojawia się ogromna liczba tekstów, ale i komentarzy – zarówno tych osób, które twierdzą, że winę za taki stan rzeczy ponosi człowiek, jak i tych, którzy stawiają opór takiemu poglądowi, twierdząc, że człowiek nie ma nic do tego, bo w wyniku swojej działalności produkuje minimalne ilości CO2. Ta ostatnia teza pojawia się w wielu tekstach, choćby u Profesora Roberta Pietrzaka, który (powołując się również na badania prof. Zbigniewa Jaworowskiego) pisze: „Czy człowiek istniał, czy nie, klimat się zmieniał. Teraz się ociepla – to niezaprzeczalny fakt i nie bylibyśmy w stanie doprowadzić do tego żadną emisją dwutlenku węgla. W skład atmosfery (nie uwzględniając pary wodnej) wchodzi azot, tlen, argon, a pozostałe gazy stanowią 0,038%, z czego CO2 znajduje się w powietrzu jedynie 0,035% procent. Na dodatek w tych 0,035% jest dwutlenek węgla, który pochodzi z natury i ten, który my emitujemy”. A teraz najciekawszy fragment: „Przypuszcza się, że z tych znikomych 0,035% tylko 3-5% produkują ludzie”…

Co do zasady – jak się na czymś nie znam, lub też moja wiedza jest – nazwijmy to – w danym temacie ograniczona, wówczas się nie wypowiadam, nawet nie komentuję. Jeśli chcę poznać temat dogłębnie – po prostu: czytam. A w związku z tym, że potrafię czytać bardzo szybko, w krótkim czasie mogę przeczytać kilka książek lub na przykład setkę artykułów. I wyrobić sobie własne, niewymuszone emocjami zdanie, jeśli oczywiście wiedza, która tematu dotyczy mnie nie przerasta. Na dodatek CO2 jest przecież gazem życia, czyli warto o nim wiedzieć więcej niż to, że chodzi o dwutlenek węgla.

Temat tak zwanego „globalnego ocieplenia” – podobnie jak polityka – coraz bardziej dzieli ludzi: na tych, co twierdzą, że jego powodem jest nadmierna emisja gazów cieplarnianych i na tych, którzy twierdzą, że to nieprawda. Jak wspomniałem wcześniej – kiedy się na czymś nie znam, unikam na ten temat wypowiedzi. Oczywiście, denerwuje mnie budowanie kolejnych zatruwających powietrze fabryk – bo przecież każdy chciałby oddychać czystym powietrzem. Irytuje mnie zwiększająca się liczba samochodów i miejski smog oraz to, jak szybko i bezmyślnie zatruwamy i zanieczyszczamy nasze naturalne środowisko. Czasami skrobnę jakąś miniaturę o bezsensownym wycinaniu drzew – również w miastach – oraz o zalewaniu betonem terenów zielonych. Często poddaję krytyce nadmierny konsumpcjonizm i ślepą pogoń za pieniądzem, co rodzi w efekcie nie tylko stres, prowokując kolejne wyzwania, okupione wypaleniem zawodowym i – na masową już skalę – depresje, ale bywa również powodem deficytu szczęśliwych chwil i – pośrednio – wpływa (niestety) na dewastację naturalnego środowiska. Jest to jednak moja prywatna walka z ludzką głupotą, a nie z globalnym ociepleniem.

By zgłębić wiedzę tego popularnego ostatnio „globalnego tematu”, wczytałem się w kilkadziesiąt – krótszych i dłuższych opracowań oraz wielu pod nimi komentarzy, i… dałem sobie spokój. Może to zabrzmi trywialnie, ale lepiej się czułem nie wiedząc tego wszystkiego, niż kiedy już to wszystko wiedziałem. Czy się przestraszyłem? Tak, szczególnie czytając artykuły, w których wskazywano możliwe konsekwencje ocieplenia klimatu już o 2-3 stopnie. Czy w ogromie – czasami mylących, a nawet sprzecznych ze sobą informacji znalazłem dowód (taki nie do obalenia) na to, że powodem ocieplenia klimatu na świecie, tych wszystkich susz, ogromnych pożarów, powodzi, topnienia lodowców, umierania raf koralowych i innych kataklizmów jest nadmierna emisja gazów cieplarnianych wydobywających się z kominów fabryk, elektrowni i samochodowych rur wydechowych? Nie do końca. Nie zmieniłem również zdania, co do tego, że współczesny człowiek czyni sobie i światu raczej więcej zła niż dobra. I nie przekonał mnie nawet Hans Rosling, który w książce „Factfulness” próbuje dowieźć, że świat – z roku na rok – staje się jednak lepszy i się w nim pojawia więcej dobra. Być może w obszarach, które badał, tak.

Bardzo lubię racjonalne podejście do wielu spraw. A z analiz wybieram często technikę zwaną SWOT, w ramach której można ocenić mocne i słabe strony oraz szanse i zagrożenia danego zjawiska czy problemu. Wracając jednak do wywołanego tematu, tym wszystkim, którzy czasami bezwiednie wspierają albo sceptyków, albo tych przerażonych kolejnym wyprodukowanym samochodem czy postawionym kominem fabryki, chciałbym polecić lekturę wielu tekstów – choćby z ogromnego internetowego archiwum. Po to, by stosując starszą od SWOT technikę: „Szukajcie, a znajdziecie”, poznali argumenty za i przeciw płynące z obu zwaśnionych stron i wyrobili sobie własne zdanie na ten temat. Bo jak mówił Arystoteles: „prawda leży pośrodku”. A autor tego tekstu mógłby dodać: dzielimy się na tych, którzy mają coś do powiedzenia i na tych, którzy coś mówią.