UTOPIA (NE) PIENIĄDZE

Możemy być dumni. Jest „dyscyplina” w której jesteśmy prawie liderem europejskim. Prawie – gdyż pod względem wydatków na przywileje emerytalne wyprzedza nas jedynie Grecja. Kwota, jaką rok w rok rozdajemy lub też darujemy w ramach nabytych przez różne grupy społeczne przywilejów, to blisko 50 mld zł, co daje jakieś 2,6 proc. PKB. Grecja – jak podają pewne ekonomiczne źródła – jest nieznacznie lepsza z wynikiem 2,7 proc. PKB. Dla ciekawości, takie zjawiska jak przywileje emerytalne, w Skandynawii mają np. marginalny zasięg. W równie ograniczonym stopniu występują w Irlandii, Niemczech czy na Słowacji.

Mądre głowy w naszym kraju mówią, że „na zdrowy rozum” całkowita likwidacja przywilejów emerytalnych nie powinna mieć miejsca. Z wielu powodów, o których nie będę się rozpisywał przywołując (nawet logiczne) argumenty tychże mądrych głów. A spora grupa analityków wskazuje, że daniny te można spokojnie „ściągnąć” do poziomu 1 proc PKB, czyli 20 mld zł. włączając się tym samym w  europejski trend ograniczania na takie cele wydatków.

Dzięki takiej operacji naprawczej, zostałoby w kasie Państwa około 30 mld złotych. Dużo. Bardzo dużo. Gdyby dodać jeszcze do tego część pieniędzy z programu 500 Plus (np. 10-15 mld. zł.) po wcześniejszej modernizacji tego programu i wyłączeniu z niego benefitów dla bardziej lub jeszcze bardziej zamożnych obywateli, kasa państwa nie pękałaby wprawdzie w szwach, ale jej skarbnik mógłby budzić się codziennie w niezłym humorze.

Lecz lista takich mniej „sztywnych” lub całkiem sztywnych wydatków Państwa, których zasadność wydaje się często wątpliwa, jest długa. Przy swoistej jej inwentaryzacji, mogłoby się okazać, że znalazły się kolejne miliardy. Dużo. Bardzo, bardzo dużo miliardów.

Gdyby jeszcze na czele naszego rządu posadzić kilku znakomitych przedsiębiorców-ekonomistów, a nie ekonomistów-amatorów i umówić się „na wynik”, jak w korporacji, ale też na to, że np. przez kilka lat polityczne frakcje zakopią topory i walkę o stołki zamienią w walkę o autentyczny wzrost poziomu życia WSZYSTKICH obywateli – wspólnie, jak jeden zgrany zespół – wówczas, być może po tych kilku latach okazałoby się, że żadne frakcje polityczne nie są nam do projektów gospodarczych w ogóle potrzebne.

Utopia? A co mamy?