Z RĘKĄ W NOCNIKU

Kolejne firmy w kraju zgłaszają, że mają coraz większe problemy z pozyskaniem pracowników. Że już za chwilę mogą mieć problemy z dotrzymaniem i realizacją umów, projektów dzięki którym zachowają finansową płynność i będą mogły wypłacać wynagrodzenia pracownikom – z roku na rok wyższe, bo mamy przecież „rynek pracownika”. Do tego dochodzi coraz większy fiskalizm, a projekty kolejnych tak zwanych „udogodnień” dla biznesu nie napawają optymizmem. Lista grzechów i zaniedbań cały czas się wydłuża, a na jej czele – zapaść w służbie zdrowia.

Wydaje się, że zdecydowana większość polityków żyje w świecie – jakby oderwanym od rzeczywistości. Żyją głównie polityką i kolejnymi wyborami, a w międzyczasie – aferami. W zasadzie – żyją od wyborów do wyborów, bo dla wielu z nich liczy się przede wszystkim ich przyszłość – nie przyszłość kraju. Coś takiego jak „misja” jest już jedynie produktem marketingowym ubranym w setki obietnic, z których zazwyczaj (bez konsekwencji) można się przecież wycofać. No i produkty, dzięki którym wygrywa się wybory i jest u władzy. Inaczej: socjalne daniny.

Tylko… co będzie, gdy wyschnie źródełko dostarczające pieniędzy na te wyborcze prezenty?

Tak, to prawda. Wielu ludziom żyje się w naszym kraju lepiej. Budują nowe domy, przesiadają się do lepszych samochodów i stać ich na więcej. Jednak obawiam się, że większość z nich stać na więcej niestety w krótkiej perspektywie. Ale jak myśleć o długiej perspektywie, kiedy program 500 plus, uznany już prawie za produkt narodowy numer 1 wspiera również rodziny, w których oboje małżonkowie zarabiają dużo powyżej średniej krajowej, lub też prowadzą dobrze prosperujące firmy? A równocześnie upadają kolejne szpitale i zamykane są kolejne oddziały szpitalne z braku… pieniędzy. A wystarczyłoby z programu 500 plus zabrać jakieś 10 miliardów, które dostają co roku w miarę zamożni obywatele i szpitale oddłużyć, a w kolejnych latach zainwestować m.in. w personel medyczny i system profesjonalnej obsługi. Podobnie z „niereformowalnymi”, uprzywilejowanymi emeryturami. Gdyby je – w imię tzw. sprawiedliwości społecznej – zweryfikować, wówczas skorzystaliby na tym wszyscy emeryci. Bez oglądania się na trzynastą lub czternastą emeryturę. I bez wyciągania – być może już w następnych wyborach – ręki z przysłowiowego nocnika, po to, by zakreślając krzyżyk przy kolejnym „wizjonerze”, zagłosować nie za lepszą przyszłością, lecz znowu za tak zwanym mniejszym złem.