Z PRZYMRUŻENIEM OKA O KONKURSACH POETYCKICH

Dlaczego poeci nie powinni być jurorami konkursów poetyckich? Bo – po pierwsze – tak naprawdę niewielu z nich zna się na poezji i nie ma pojęcia, co to „oksymoron”, „pustota potocyzmu”, „prozaizmy”, a rozwlekłe, przedumane opisy i „przekoncypowane” metafory uznają często za okaz twórczej siły…
Po drugie – może się zdarzyć, że nawet ci, którzy się „znają” na poezji (kolejny ciekawy wątek mógłby dotyczyć tego, co trzeba wiedzieć, żeby „znać się na poezji”), zamiast obiektywnie oceniać nadesłane prace, będą zachodzić w głowę, czy są one lepsze, czy nie od napisanych przez nich wierszy.
Po trzecie – jeśli uznają, że oceniane teksty są jednak lepsze od dzieł przez nich stworzonych, może się pojawić tak zwany „konflikt interesów”. Wszak to jurorzy – już są (albo zaraz będą) tymi wielkimi czekającymi na Nobla, a nie jacyś tam wierszokletka i wierszokleta, którzy wysyłając utwory na konkursy, sądzą, że już za chwilę będą drugą Szymborską, Eliotem lub Brodskim.
Po czwarte – tak naprawdę poeci nie lubią czytać poezji innej niż własna. Oczywiście są wyjątki, ale kiedy spytać poetę o ocenę twórczości innych poetów, to częściej będzie on ją krytykował, doszukiwał się dziury w całym, niż chwalił, zwracał uwagę na oryginalny i niepowtarzalny styl, odkrywczość metafor czy nawet znamiona geniuszu.
I po piąte – poeci lubią lub też inaczej: doceniają, uznają za wartościowe, najczęściej takie wiersze, które są bliskie ich stylowi czy choćby tylko formie zapisu (rozpisu). Tym samym zachodzi niebezpieczeństwo, że nawet znakomita, oryginalna, mająca sporo zaskakujących metafor poezja jednak im się nie spodoba, bo będzie diametralnie inna od tej, jaką oni „uprawiają” i nie przebije się ona nawet do pierwszej tury nominacji; nie dozna zaszczytu choćby skromnego wyróżnienia.
W efekcie, razem z innymi odrzuconymi wierszami, wydrukowana na pojedynczych, offsetowych, osiemdziesięciogramowych „a-czwórkach” lub  wysłana na konkurs w formie książki, ląduje najczęściej – niedoceniona przez jurorów poezja – w wielkim koszu na odpady biodegradowalne. Później – przy odrobinie szczęścia – arkusze na których została wydrukowana trafią do ponownego przerobienia ich na papier z odzysku. Wówczas – być może w formie swoistej reinkarnacji – metafory z odrzuconych wierszy „przenikną” do kartek najnowszego, wydrukowanego na tak zwanym „ekologicznym” papierze, a następnie nagrodzonego w ważnym konkursie tomiku jednego z wielkich jurorów.