RYZYKOWNE POŚWIĘCENIE

Czasami trzeba coś poświecić, żeby się czegoś nauczyć. Np. poświęcić ulubione spodnie ustawiając pralkę na program „bawełna dwie godziny” – bez ustawienia odpowiedniej temperatury. Poświęcić jeden dzień, w trakcie którego mieliśmy zaplanowane cztery ważne spotkania, bo przedłużyliśmy pobyt na wspaniałej imprezie z towarzyszącą atrakcją pod tytułem: degustacja whisky. Poświęcić komfortowe podróżowanie wygodnym samochodem, dlatego, że jadąc przez miasto, wyobraziliśmy sobie, że ścigamy się po torze Formuły 1, lub też – nastawić do gotowania jajko, które miało być na miękko, a w efekcie wyszło „gotowane-smażone w skorupce”, gdyż o jajku zapomnieliśmy wylegując się na tarasowym leżaku. Można też poświęcić na przykład zdrowie, nadal ufając lekarzowi, do którego już dawno przecież straciliśmy zaufanie, ale do którego nie ma kolejki…

Czasami trzeba coś poświecić, żeby się czegoś nauczyć. Nazywa się to: nauką na błędach i jest zjawiskiem popularnym. Może to być incydent – taka „klasówka”, lub banalny sprawdzian na rozgrzewkę. Ale czasami to poważne, życiowe lekcje i egzaminy, których niestety nie zaliczamy. Bo ucząc się na błędach, poświęciliśmy coś, co było dla nas bardzo cenne, wartościowe i bez czego trudno nam się pozbierać, a nawet dalej żyć. Zapomnieliśmy, że w naszym życiu, zasada: „czasami trzeba coś poświecić, żeby się czegoś nauczyć” w pewnych sytuacjach nie powinna mieć zastosowania. A kiedy jednak ma, w efekcie czujemy się tak, jakbyśmy skończyli wiele szkół, lecz oblali najważniejszy egzamin.