NIE/UWAGA

Tytuł odcinka: „Prawie śmiertelnie pogryziona”

W tle muzyka –  niczym z „dreszczowca” i głośne ujadanie psa.

Prowadzący:
– Dzień dobry państwu. Jesteśmy dzisiaj z kamerą w małej miejscowości w centralnej Polsce. Takie można powiedzieć: „zadupie” w środku kraju. To, o czym dzisiaj powiemy, nie powinno się nigdy wydarzyć. Ale cóż – życie pisze własne scenariusze.

Najazd kamery na reportera i bohaterkę odcinka.

Reporter:
– Witam państwa. Naszym gościem jest dzisiaj Pani Anna Płocha. – Pani Anno – zwraca się do bohaterki reportażu – proszę opowiedzieć, co się tutaj wydarzyło?

Bohaterka, kobieta w średnim wieku, co chwilę przerywa swoją wypowiedź, by wytrzeć chusteczką nos i łzy cieknące po policzku.
– Pies.. potężny, wściekły, groźny pies, taki wie pan – pies morderca, co zabija, zagryza na śmierć…
– Spokojnie pani Aniu, spokojnie. Telewidzów interesuje, co tutaj się stało. Czy ten pies zrobił pani coś złego?
– Szłam tu, jak zawsze wieczorem na spacer, tędy – o – widzi pan? A on podbiegł tak znienacka do ogrodzenia i wystawił swój ośliniony pysk przez te metalowe kraty! Ja ten jego pysk miałam prawie przy ciele, jakieś dwadzieścia centymetrów od ciała… Pan sobie to wyobraża?
– Tak, wyobrażam sobie, ale co? Pogryzł panią? Zrobił coś strasznego?
– Jak to, czy coś mi zrobił?! Przecież on skoczył na to ogrodzenie, na te metalowe kraty! Kilka razy skoczył! On przecież mógł mnie zabić, zagryźć… Ja się wystraszyłam, nie wiedziałam co zrobić, stanęłam jak wryta… Zamiast się ratować, uciekać, stałam, a ten pies warczał, ślina mu ciekła z gęby, a później zaczął przeraźliwie szczekać – i ten jego łeb w kratach, oczy czerwone jak u diabła… Panie redaktorze, to było takie okropne przeżycie, po prostu… (przerywa, zanosi się płaczem).
– Tak, ale przecież nic chyba pani nie zrobił złego…
– Jak to nie zrobił? – przerywa mu kobieta. – Jak to nie zrobił?! On był kilka centymetrów ode mnie, przecież mógł mnie zabić! Gdybym się tak na przykład potknęła, zachwiała, to koniec (znowu płacz).
– Tak… tak… – reporter pokiwał głową ze zrozumieniem – teraz dopiero to do mnie dotarło. Rzeczywiście straszne, potworne, co pani tutaj przeżyła. Przerażające, coś okropnego…

Najazd kamery na ogrodzenie, gdzie akurat nie ma żadnego psa. Później przez 15 sekund zbliżenie kamery na twarz zapłakanej kobiety i relacja wraca do studia.

– Proszę państwa, to straszna, niesamowita historia. Pies morderca biega po swojej posesji bez opieki, ma dostęp do ogrodzenia. Mógł zabić i prawie zabił niewinną kobietę. To cud, że uszła z życiem, że z trudem uratowała się od śmierci, od śmiertelnego pogryzienia… To taka  potworna historia.
Byliśmy tam miesiąc później. Rozmawialiśmy z tą kobietą. Do dzisiaj nie otrząsnęła się z tego traumatycznego przeżycia, nie śpi po nocach. Jest pod stałą opieką psychologa i tutejszego proboszcza. To jest niesamowite, co tam się mogło stać, co tam się stało…

Ponownie najazd kamery na reportera i bohaterkę odcinka.

Reporter:
– Pani Anno. Miesiąc temu spotkaliśmy się tutaj, w tym miejscu i opowiadała pani o tym jak prawie została zagryziona przez rozwścieczonego psa. Co się wydarzyło od tego czasu?

Bohaterka odcinka:
– Ten potwór jest chyba pod obserwacją jakiegoś weterynarza… a może tresera psów? Nie wiem dokładnie. Nie wiem, czy go uśpią, czy coś innego z nim zrobią, nie wiem…
– A jak się pani teraz czuje?
– Panie redaktorze, tego… (zaczyna znowu płakać), tego nie da się zapomnieć… (płacze, roztrzęsiona nie jest w stanie nic powiedzieć)

Najazd kamery na jej zapłakaną twarz. Później zbliżenie kamery na twarz reportera.

Reporter:
– Rozmawialiśmy z psychologiem z pobliskiej przychodni i księdzem z tutejszej plebanii. Obaj twierdzą, że kobieta do końca życia będzie potrzebowała ich wsparcia.
Pies, o ile nam wiadomo, jest pod obserwacją kliniki weterynaryjnej oraz firmy, która zajmuje się tresurą i układaniem takich groźnych psów. Być może jest jeszcze dla niego szansa…

Relacja wraca do studia. Prowadzący program mówi:

– Nienapadnięta przez psa, ale zagrożona bezpośrednią utratą życia. Ilu z nas było w takiej sytuacji? Wielu z nas pewnie niejednokrotnie zostało nienapadniętych, ale bezpośrednio zagrożonych śmiercią. Takie wydarzenia zostawiają trwałe ślady w naszej świadomości. Te traumatyczne przeżycia już nigdy nie pozwolą, byśmy mogli być takimi ludźmi, jakimi byliśmy przed nie napaścią  bandyty na czterech łapach.

Do zobaczenia niebawem. A już za tydzień kolejna mrożąca krew w żyłach historia…