STARY RODZINNY ALBUM

Przede mną bardzo ważne zdjęcie z rodzinnego albumu, a na mim dwie bliskie mi osoby. W pierwszej ławce, dziewczynka z kokardą, która jako jedyna nie ma na sobie szkolnego mundurka, gdyż w klasie przebywała gościnnie. Jej szkolny debiut zacznie się za rok. To moja śp. siostra. Moja mama, nauczycielka oraz wychowawczyni tej klasy, stoi obok wspaniałego, jeszcze przedwojennego kaflowego pieca-kominka, za którym widać ogromne drzwi – szkoła mieściła się starym budynku pałacowym, wokół którego rozciągał się ogromny ogród i sad. Był obok szkoły również mini park, a jego ozdobą – drzewa kasztanów. W tym parku, w urokliwych alejkach, spędzaliśmy przerwy lekcyjne, a gwar, zabawy, liczne wyścigi, a nawet bójki – nie pozwalały się parkowi zestarzeć. Pod ogromnym drzewem starej lipy graliśmy w tak zwany „nożyk”. Podczas gry rzucało się scyzorykiem, który przed rzutem musiał dotykać różnych części ciała – palca, dłoni, łokcia, ramienia, a nawet nosa i czoła, tak, by w efekcie każdego rzutu ostrze scyzoryka wbiło się w ziemię.

Ale wróćmy z przerwy do klasy – na lekcję pod tytułem: „wspomnienie”.  Orzeł na zdjęciu nie ma korony, bo to połowa lat 60. Obok drewnianej tablicy w namalowane linie stoi wielkie, stare, przedwojenne liczydło. Jedną z naszych zabaw, z udziałem tego właśnie liczydła, było układanie z jego drewnianych elementów do liczenia, różnych postaci. Inną zabawą, zarezerwowaną dla chłopców, było strzelanie podczas lekcji umieszczonymi w naciągniętej gumce papierowymi nabojami, czyli – najpierw zwiniętymi w malutki rulonik, a następnie złożonymi na wzór skobla – kawałkami gazety. Wygrywał ten, który skutecznie umieścił taki bezpieczny nabój we włosach siedzącej w pierwszych ławkach dziewczyny i nie dał się złapać nauczycielowi. No i te dwu, a jak było trzeba – trzyosobowe drewniane ławki z kałamarzem, do których w pierwszym rzędzie siadali tylko najwspanialsi uczniowie, prymusi…