DROGA DO PIEKŁA

Kłócą się. Już prawie wszyscy i prawie wszędzie – w mediach najwięcej. I w tych prawych, i w lewych, i w tych środkowych. Kłócą się i obrażają na Facebooku, na Twitterze… Krzyczą na siebie, nie dają sobie dojść do głosu. Mową nienawiści walczą – rzekomo – z mową nienawiści. Decydenci akceptują naganne, często karygodne zachowania jednych, a za często nieszkodliwe przewinienia ścigają drugich. Bo jest takie zapotrzebowanie, bo elektorat lubi igrzyska. Taka polityczna gra: na kogo wypadnie, na tego bęc. Nawet ci, którzy uczą: „kochaj bliźniego swego…”, albo: ”Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, nie potępiajcie, abyście nie byli potępieni, wybaczajcie, a będzie wam wybaczone” – oni też często mówią już takim językiem, że druga strona na końcu swojego języka, ma… brak słów. Albo w rewanżu – publicznie wypowiedziane gorzkie o nich prawdy rozrywają rany. I znowu leci krew. Samoobroną stał się atak. Walczymy zamiast współpracować, krzyczymy, zamiast mówić sobie dobre słowa i wspierać się. Burzymy, zamiast budować. Prawie wszyscy. Ci milczący – również. Bo milczenie to teraz ciche przyzwolenie. Być może za chwilę będziemy się już bić. Sami ze sobą. Będzie to bitwa Narodowa – Narodowy zryw, bo coraz więcej teraz słowa: „Narodowy”. A być może nawet zaczniemy się zabijać. W urnach złożymy później prochy rewolucjonistów zmieszane z głupotą i dziedzicznym „jestem przeciw”.

Mamy tysiąc lat tradycji. Za nami szkoła tysiącletnia. A my dalej jakby głusi, ślepi, niedorozwinięci.