MÓJ TATO

Kiedy odchodzą bliscy, ogarnia nas przeraźliwy smutek. Jesteśmy rozgoryczeni, nie możemy pogodzić się ze stratą. Pytamy: dlaczego? Ale też ożywają z podwójną mocą wspomnienia. Tato nauczył mnie wiązać krawat, jeszcze przed maturą. Był bardzo dokładny. Zawsze mnie wspierał, pomagał, uczył wspaniałych rzeczy, ale bywał też czasami surowy, wtedy, kiedy rozrabiałem, będąc nastolatkiem. To były trudne lekcje, które odrobiłem, a on o tym wiedział i był z tego dumny. Kiedy byłem malutki, woził mnie na motorze. To był motor WSK, którym jechaliśmy na koniec świata. Uczył mnie kosić trawę, pielęgnować grządki, karmić króliki, pływać, wspinać się po górach, pastować buty, układać snopki na polu, zaganiać kury do kurnika, jeździć samochodem, opowiadać dowcipy… Nauczył mnie tak wielu rzeczy, lecz obok tych praktycznych, nauczył mnie przede wszystkim jak żyć godnie, jak wspaniała może być skromność i jak dzielić się z innymi tym, co mamy najlepszego.
Spędzaliśmy razem czasami całe dnie, bo kiedyś, w latach 60. i 70. nie było Internetu i telefonów komórkowych, Facebooka… – mieliśmy więc dużo czasu do wypełnienia sobą. Razem z Mamą był też Tato moim nauczycielem w szkole, w rodzinnym Starczowie. Mógłbym powiedzieć, że otrzymałem podwójne wychowanie – to domowe i to szkolne. Często mówił mi: bądź dla siebie dobry, ale i wyrozumiały. Wtedy będziesz dobry i wyrozumiały dla innych. Te lekcje odrabiam cały czas, bo zdarza się, że zapominam o wyrozumiałości…

Tato był znakomitym pedagogiem, wychowawcą kilku pokoleń. Kochał ludzi. Nie dzielił ich na lepszych i gorszych – chyba, że czasami w żartach. Mówił: ludzie popełniają błędy, ty też je popełniasz. Ale pomimo tego staraj się być wielkodusznym, życzliwym. A błędy poprawiaj – jak źle odrobione zadania. Często powtarzał: ucz się, synu, bo to się po prostu opłaca. Bo być mądrym, to wyróżnienie. I będzie ci w życiu łatwiej.

Tych wspomnień jest tak dużo, dobrych wspomnień, że mógłbym przywoływać je godzinami…

Wielu z nas dostało lub dostaje od rodziców wspaniałe wskazówki, jak żyć godnie, być dobrym człowiekiem. Później przekazujemy je naszym dzieciom, a one swoim… Umiejętność obdarowywania innych dobrem jest największym darem, jaki może otrzymać człowiek. Wiemy, jakie to wspaniałe, kiedy uśmiechniemy się do innych, a oni odwzajemnią uśmiech i przenoszą dobre emocje na kolejne osoby; kiedy przepuścimy kogoś jadąc samochodem, a on, zaraz później, najczęściej robi to samo. Bo dobro zaraża – pozytywnie, wspaniale; ono nas buduje do życia, nawet wtedy, kiedy przeżywamy trudny czas.

Tato i Mama zarażali mnie dobrem. Każde na swój sposób. W dzisiejszych czasach być dobrym człowiekiem to sztuka. Jestem dumny z mojego Taty, bo mając 86 lat, do końca, do ostatniego oddechu był arcymistrzem dobra, dobrych słów i emocji. Ale odchodząc, zostawił mi jeszcze coś – najcenniejszy prezent, którego nikt mi nigdy nie odbierze – wspaniałe wspomnienia.

Dziękuje ci,  Tato. I obiecuję, że to, czego mnie nauczyłeś, będę pielęgnował do końca moich dni.