BEZPIECZNA DŻUNGLA

Spotkałem znajomego. Powiedział, że warto czasami pójść do lasu i „wypełnić się życiem”, poczuć naturę całym sobą. Postanowiłem: pójdę do lasu, pochodzę, wypełnię się tym życiem z rekomendacji znajomego. Założyłem krótkie spodnie, koszulkę polo i adidasy. Spakowałem mały plecak, zabierając ze sobą niezbędne drobiazgi: wodę, kanapki, lekką kurtkę przeciwdeszczową i scyzoryk.

Ruszyłem w stronę lasu. Po chwili uzmysłowiłem sobie, że do celu mam cztery kilometry i spacerując, szybko się zmęczę, a wtedy nie będę miał już siły na chodzenie po lesie. Wróciłem zatem do domu, otworzyłem garaż, wsiadłem do samochodu i pojechałem w kierunku lasu. Na jego skraju znalazłem się po kilku minutach. Wziąłem plecak i wszedłem w zielony gąszcz wypełniony życiem. Po jakichś trzystu metrach, kiedy dziabnął mnie kolejny już  komar, oblazły małe pajączki i zaatakowały kleszcze albo inne robaki; kiedy nagle usłyszałem dobiegające z pobliskich krzaków tajemnicze odgłosy i pomyślałem, że pewnie idą na mnie dziki – szybko wróciłem  na skraj lasu. Usiadłem w samochodzie, a w nim po raz kolejny dotarło do mnie, że w planie spacerowania po dzikim lesie, pełnym prawdziwego, ale i nieprzewidywalnego  „wypełnienia życiem” kluczowe jest bezpieczeństwo.

Wróciłem do domu. Sąsiad, żołnierz-kolekcjoner, pożyczył mi gumowy kombinezon OP-1. Drugi sąsiad – maskę przeciw ukąszeniom pszczół, której używa na pasiece. Do tej maski dosztukowałem jeszcze gazę opatrunkową, żeby małe owady nie przeleciały przez kratkę. Na nogi założyłem pożyczone od zaprzyjaźnionego rolnika ogromne gumo-filce.

Ponownie podjechałem samochodem na skraj lasu. Przebrałem się w ochronny strój, do bocznej kieszeni kombinezonu schowałem scyzoryk i niczym członek brygady ratunkowej na chemicznie skażonym terenie wszedłem do lasu. Po trzystu metrach spaceru skonstatowałem, że wprawdzie nic mnie już nie gryzie i nie obskakuje, a dziki – nawet gdyby się pojawiły – widząc mnie tak wystrojonego, pewnie by szybko uciekły, jednak, choć jestem bezpieczny – nie odczuwam żadnej przyjemności ze spaceru i „nie wypełniam się życiem”. Ponadto przez upał spociłem się i niemiłosiernie zmęczyłem, bo zestaw kombinezon, „hełm” i buty był niewygodny i ciężki.

Wróciłem na skraj lasu. Przebrałem się w „cywilne ciuchy” i wsiadłem do samochodu. Już w domu, usiadłem przed komputerem. Wyszukiwarka Google znalazła mi film o dżungli nakręcony przez jakiegoś śmiałka.  Na filmie były dzikie zwierzęta – głównie małpy. Skrzyknąłem się ze znajomymi na Facebooku, udostępniając im link do tego filmu. Dwunastu zdecydowało się udostępnić  film swoim znajomym i zorganizowaliśmy wspólną do tej dżungli wyprawę. Wszyscy byli zachwyceni. Ale też sporo osób nam kibicowało – były „lajki” a nawet serduszka „super”! No i co najważniejsze – byliśmy bezpieczni. Nikomu nic się nie stało, bo inaczej zapewne każdy od razu ogłosiłby to na Facebooku.

Ja również byłem zadowolony. Wędrówka po dżungli była niezapomnianym przeżyciem; wesołe małpy skakały po drzewach, nie robiąc mi krzywdy. Na jutro zaplanowałem z Google spływ kajakiem po wspaniałej, dzikiej kanadyjskiej rzece i skok na bungee z górskiego wiaduktu. Oczywiście zaproszę znajomych z Facebooka. Zero ryzyka, a równocześnie tyle wrażeń!