WSZĘDOBYLSKIE „TAK?”

Wyobraźcie sobie, że bierzecie udział w szkoleniu. I pani lub pan prowadzący, w randze np. prezesa korporacji, szefa działu HR, wysoko pozycjonowanego handlowca MLM, agenta ubezpieczeniowego, bankowca, prawnika, urzędnika, coacha lub przedstawiciela innego zawodu, mówi: „Musicie być otwarci, tak? Szeroko, bardzo szeroko, tak? Widzieć więcej, bo tylko w taki sposób zobaczycie z pozoru banalne sprawy, tak? Sprawy, które jednak wcale banalne być nie muszą, tak? I wtedy… klapa, tak? Problem, tak? Tak jakby mało było innych problemów, które zaprzątają wam głowę, tak? Pal licho, jeśli to jedna czy dwie takie banalne sprawy, tak? Ale jak jest ich już dziesięć, dwadzieścia, to wtedy urastają do rangi dużego problemu, tak? I mamy w taki sposób kolejny duży problem, złożony z banalnych spraw, które odkładaliśmy do rozwiązania w późniejszym terminie, tak? A przecież wystarczy rozprawiać się z takimi drobnymi problemami na bieżąco, tak? Są one najczęściej proste, banalne i wystarczy chwila, by je zneutralizować, tak? A my? Co robimy? Gromadzimy, tak? Jak zepsute zabawki, tak? Po co nam takie zabawki, tak? To o takich zjawiskach będzie dzisiejsze szkolenie…

A teraz przeczytajcie jeszcze raz mój wstęp do szkolenia, lecz bez tego pretensjonalnego chwastu „tak”, wtrącanego – gdzie tylko się da – przez wiele osób. Jakby ich słuchacze (nie tylko szkoleń) byli mało rozgarniętymi dziećmi lub idiotami, którym należy co drugie zdanie tekstu wbijać do głowy przy pomocy gwoździ opatrzonych logotypem „TAK”.