MIKROŚWIATY

Każdy z nas idzie własną drogą. Na tej drodze towarzyszy nam przemijanie, które nie opuszcza nas na krok i od narodzin, aż do śmierci – cały czas jest z nami. Nasza podróż może być krótka lub długa, lecz zawsze ma swój koniec. Ale oprócz przemijania towarzyszy nam jeszcze coś – nasza dusza. Ona nie umiera. Po naszej śmierci cierpliwie czeka na zbawienie. Chociaż… – są tacy, którzy w istnienie duszy nie wierzą. Jednak większość wierzy, że ona istnieje i słyszało o niej wielokrotnie. I o tym, że dusza każdego człowieka jest w pewnym sensie inna, różni się od dusz innych ludzi – nawet bliskich mu osób; że jest nieśmiertelna i być może będzie po naszej śmierci czekać u bram jakiejś „krainy wiecznej szczęśliwości”.

Wiara może być jak marzenia. Żeby wierzyć, być dobrym człowiekiem, wcale nie trzeba legalizować tego w ramach jakiejś instytucji – istnieje ogromna rzesza wierzących, wspaniałych ludzi, którzy z wielu powodów nie akceptują formuły urzędniczego pośrednictwa.

Ponad siedem i pół miliarda ludzi wędruje równocześnie, każdego dnia, w przestrzeni i czasie ogromnej kuli ziemskiej, a z nimi – ponad siedem i pół miliarda naszych dusz, bez których nie byliby w stanie „wędrować” – lub inaczej, po prostu: żyć. Siedem i pół miliarda różnych, wspaniałych mikroświatów, tak różnych, że do dzisiaj nie są one do końca zbadane i odkryte i zapewne nigdy nie będą.

W tym przemijaniu – fenomen ludzkiego ciała, w którym pod skórą pracuje doskonała, super inteligentna „całość”, kierowana i zarządzana przez… no właśnie. Mówią, że przez mózg. Ale kto zarządza naszym mózgiem? I to nie jednym, tylko siedmioma i pół miliardami różnych mózgów jednocześnie? A za chwilę kolejnymi, które się pojawią jako nowe mikroświaty? Do tego świadomość, podświadomość i nadświadomość. No i zdolność abstrakcyjnego myślenia, ale też dar odczuwania miłości, szczęścia, smutku…

Ateiści mówią, że Boga nie ma, że wiara w Boga to bajki i że nie ma logicznych dowodów na jego istnienie. Mówią też, że to kosmos wszystkim „zarządza”. Najczęściej jednak nic nie mówią, no bo skąd mają wiedzieć i od kogo mieliby usłyszeć odpowiedź? Na przykład na pytanie, kto zarządza tym tajemnicznym kosmosem? Od filozofa lub też od naukowca, który im więcej wie, tym bardziej ta wiedza go przytłacza, bo zamiast dostać ostateczną odpowiedź, dostaje setki kolejnych pytań? I umiera bez tej oczekiwanej odpowiedzi. Kolejni filozofowie i naukowcy kontynuują jego poszukiwania, ale i oni również umierają bez tej najważniejszej odpowiedzi. I tak to trwa – pewnie od początku naszego ludzkiego świata.

Idziemy naszymi drogami ze świadomością przeogromnej niewiedzy. Lub bez takiej świadomości. Czasami, w trakcie tej wędrówki, napotykamy wspaniałe, prawie rajskie ogrody, sady, w których drzewa rodzą soczyste owoce rozpływające się w ustach i gdzie Słońce jest jedynym drogowskazem. Często też, w kolejnym etapie podróży, życie nas przytłacza. Jesteśmy zagubieni, a dobre słowa nie potrafią przejść przez gardło. Później znowu – wygrywamy, jesteśmy szczęśliwi i spełnieni. Ale też za chwilę przegrywamy, a zamiast wspaniałych chwil, przeżywamy  rozterki, kryzysy, zmagamy się z bólem lub nowymi problemami. A później znowu wschodzi dla nas Słońce…

Siedem i pół miliarda dusz jednocześnie, szczęśliwych lub zagubionych, ale też siedem i pół miliarda doskonałych ludzkich ciał na swojej drodze przemijania. I jeden być może Stwórca, który wszystkim „zarządza”. I tymi miliardami, wszystkimi przeszłymi oraz tymi, które za chwilę się pojawią. Być może nawet całym kosmosem. A w tym starym, doskonałym, mającym również wiele miliardów lat wszechświecie, nadal spotykam ludzi, którzy chcą mnie przekonać do tego, że ich wiedza na temat mojej wędrówki jest ostateczna.