PALENIE ZABIJA

Mówią, że w naszym kraju jest idiotyzmów szczególny wysyp, ale jak ktoś jeździ po świecie, to wie, że w innych krajach również napotkamy na swojej drodze idiotyzmy. Jednak w tych odwiedzonych przeze mnie krajach, gleba z której one się rodzą musi być chyba jałowa, gdyż nie ma ich aż tyle, co w krainie nad Wisłą.

Do idiotyzmów można się – na nieszczęście – przyzwyczaić, lecz nieszczęście polega na tym, że jak się już przyzwyczaimy, to żyjemy z nimi w swoistej symbiozie, zamiast je po prostu zwalczać.

Ostatnio coraz częściej irytuje mnie (tutaj symbioza mi nie grozi) zjawisko związane z tzw. „antyreklamowymi” opakowaniami papierosów, na których widnieją hasła, że zabijają, powodują raka, itp. Jednak są wprowadzane do sprzedaży i ludzie te śmiertelne pociski masowego rażenia poukładane w pudełkach kupują. Jedna pani z kiosku „Ruchu”, gdzie czasami odbieram przesyłki z książkami, powiedziała, że ona też nie rozumie tej ustawy i tej filozofii „odstraszania”, a najbardziej ją śmieszy, jak klient, który chce kupić papierosy prosi o te z innym obrazkiem.

Czasami odwiedzam ulubioną wegeteriańską restaurację, która stawia na bardzo zdrowe jedzenie. Niedawno zauważyłem, że pojawiło się tam… piwo. Niby nic groźnego, lecz nad półką z piwem powieszono znacznych rozmiarów szyld z napisem „Alkohol szkodzi zdrowiu”. No dobrze, w takim razie jeśli on ma mi zaszkodzić, to po jaką cholerę to sprzedajecie? Podobnie zresztą w sklepach na stoiskach z alkoholem – wszędzie ta sama tabliczka: „Alkohol szkodzi…”. A ludzie kupują. I piją tego szkodnika – według statystyk – coraz więcej. Co za odwaga! Zuchy!!! A później wielu z nich zapija się na śmierć, lub też Państwo wydaje ogromne kwoty na leczenie z alkoholizmu tych jeszcze nie zapitych. Nie mówiąc o tym, ile osób ginie w wypadkach na skutek jazdy po alkoholu, zabijając przy okazji wielu niepijących.

Zastanawiam się, którzy są odważniejsi. Chyba ci co palą, bo według ostrzeżenia na pudełkach papierosów – ryzykują więcej. Tych również leczymy, a koszty leczenia skutków tej „odwagi” są ogromne. Wielu umiera.

I na koniec. Marihuana w naszym kraju jest zabroniona, a za jej posiadanie lub sprzedaż można trafić do więzienia. Ponoć (?) jest bardzo niebezpiecznym narkotykiem. Jeśli jednak wczytamy się w „Internet” i przeróżne statystyki, trudno nam będzie znaleźć dane na temat zgonów po przedawkowaniu marihuany. Światowa Organizacja Zdrowia nic nie wspomina o zagrożeniu zgonem po użyciu marihuany. Podobnie rządowe Centrum ds. Kontroli Chorób i Prewencji ze Stanów Zjednoczonych, które trudno podejrzewać o jakiś radykalny liberalizm. Jeśli już, to częściej wskazuje się na takie „skutki uboczne”, jak napady śmiechu, bardziej „wyraziste” odczuwanie muzyki, spokój fizyczny i psychiczny, relaksacja i kreatywność. Wspomnieć należy również, że istnieje jeszcze coś takiego jak jej medyczne zastosowanie mające bogatą i długą historię. Negatywy, to w sporadycznych wypadkach mogący się pojawić letarg, chwilowa depresja lub bezsenność. Ale o zgonach nic nie znalazłem…

Nikogo nie namawiam ani do palenia trawki, ani palenia papierosów, ani też nadużywania alkoholu. Ale gorąco namawiam, by nie wchodzić w symbiozę z idiotyzmami i tępić je na każdym kroku. A nad nowym, odkrytym przez siebie idiotyzmem powiesić profilaktycznie tabliczkę o treści: „UWAGA – może ogłupić do reszty”.