ZDROBNIONY DZIONECZEK

Młodziutki mężuś podszedł do biura obsługi: – Dzień dobry „serdeńko”. Mam pytanko – jak długo jeszcze będę czekał? Bo moje dzieciątko zaczyna wariować w wózeczku, a jeszcze musimy zrobić jakieś zakupki.

W tym czasie jego żoneczka zamówiła w kawiarence obok jakieś jedzonko. Kiedy już „serdeńko” ich grzecznie obsłużyło i przyjęło do reklamacyjki prawidłowo zapakowane zawiniątko, to całą rodzinką poszli wydać troszkę pieniążków w galeryjce, a później zeszli schodkami do podziemnego garażyku. Młody mężuś otworzył nowe śliczniutkie autko, zapakował do bagażniczka wózeczek, a na tylne siedzonko położył delikatniutko zakupki, bo w zakupkach były też kruchutkie jajeczka. I szybciutko pojechali do domeczku, gdzie czekał na nich głodniutki pieseczek. Z pieseczkiem mężuś poszedł szybciutko na spacerek, bo przecież pieseczek musi zrobić kupkę. A kupkę – wiadomo – trzeba na spacerku wsadzić do torebeczki i wrzucić do specjalnego śmietniczka, w którym czasami jest też drobniutki piaseczek.

Później, w milutkim i malutkim domeczku rodzineczka zjadła obiadek. Po obiadku żoneczka umyła naczyńka, zrobiła pranko, a mężuś wypił piweczko i do kolacyjki pracował w ogródeczku. Bo przecież trzeba poprzycinać drzewka, skosić trawkę i ułożyć drewienko do komineczka, a drewienko z odpowiedniego drzewka przywiozła dzisiaj jego ulubiona firemka od drewienka. Na kolacyjkę zrobi dzisiaj „grylika” – kilka kiełbasek, jakieś mięsko, może nawet rybka.

Na koniec dnia, w  ukochanym łóżeczku, najpierw lampeczka wineczka, później dobra książeczka, a jak jeszcze będzie miała dobry humorek żoneczka, to …