WSPANIAŁOŚĆ

Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz.
                                                                                                        (Jan Kochanowski)

 

Gdyby nagle pojawiła się wróżka i powiedziała: Lubię cię i tak sobie pomyślałam, że w prezencie chciałabym ci podarować podróż do krainy marzeń… – ha! Nie miałbym nic przeciwko temu. Jednak sama podróż byłaby bardzo nietypowa, bo związana z pewnym dniem sprzed lat około piętnastu.

Wtedy, mając problem z bólem kręgosłupa na skutek starych, niewyleczonych lub źle leczonych kontuzji sportowych, skorzystałem z usług wybitnego masażysty-fizykoterapeuty. Na zasadzie – „śmierć albo życie”. Pojechałem do sanatorium, gdzie ten masażysta działał i w stanie totalnego wyczerpania (wcześniejsze nieprzespane noce i permanentny ból) położyłem się na łóżko u tego „oprawcy”. To była bardzo nierówna walka. Wiele jej elementów mogliby zastosować w swoich wyuzdanych seansach miłośnicy BDSM. Ale dałem radę – chwilami krzyczałem, lały się ze mnie strugi potu, nawet coś tam przebąkiwałem o zmianach w testamencie…

Po tym wspaniałym masażu spałem jak zabity – od 10 wieczorem do 7 rano. Rano wstałem, czując się, jakbym miał 20 lat! A miałem ich proporcjonalnie o tyle więcej, o ile droższe jest paliwo samochodowe w stosunku do jego ceny wyjściowej. Cały świat należał do mnie! Było we mnie tyle energii, że gdyby w pobliżu pojawiły się góry, mógłbym je poprzestawiać. Gór nie było, w związku z tym poszedłem na długi spacer, prawie tańcząc ze szczęścia; gęba mi się śmiała i wszystkim mówiłem dzień dobry. Część z tych wszystkich brała mnie pewnie za wariata, ale ja miałem to w… – wiadomo gdzie.

Gdybym miał możliwość udać się w podróż marzeń, chciałbym wrócić do tamtego dnia. Był on jednym z najszczęśliwszych moich dni. Albo wybrać się w takie miejsce, gdzie poczułbym się podobnie.

Niedawno przypomniałem sobie tamten dzień i wiem już na 100%, że zdrowie jest czymś najwspanialszym pod słońcem, co można mieć. Tylko wtedy można również odczuwać pełnię innych wspaniałości. Stawiając przed sobą kolejne wyzwania, ale przede wszystkim walcząc z nierównym przeciwnikiem – światem, który z roku na rok staje się w naszych oczach coraz bardziej okropny i bezwzględny, zapominamy o tej jakże prostej definicji. I o tym, że ten nasz świat jest przede wszystkim taki, jakim go sami dla siebie stworzymy.