UWALNIANIE Z LIN

Zmiana. Temat, o którym coraz częściej rozmawiamy. Na szkoleniach mówimy: „zarządzaj zmianą”, filozofujemy: „zmiany są nieuchronne”, a w ramach prywatnych zajęć terapeutycznych, co jakiś czas powtarzamy sobie: „musisz coś w swoim życiu zmienić. Wejść jak najszybciej na tory absolutnej determinacji, bo jadąc po starych torach za chwilę się wykoleisz”.

Często sięgamy do ogromnego arsenału książek z poradami mistrzów duchowych, psychoterapeutów i trenerów, a wybór tego typu pozycji z roku na rok rośnie. Autorem kilku z nich jest m.in. OSHO, a jego: „Zdrowie emocjonalne”, oraz „Miłość, wolność, samotność” wydają się godne polecenia.

Wielu z nas uważa, że świat jest coraz gorszy, a wszystko obok jest trudne i zagmatwane. Nie, nie jest. To my jesteśmy trudni i zagmatwani. Takie sobie wymyślamy „historie” i później w nich przebywamy; wiemy, że nam to wcale nie pomaga, że to nasze „ja” nie jest prawdziwe, ale pomimo tego brniemy w te historie… Jakbyśmy zbliżali się do przepaści, wiedząc, że za chwilę skarpa może się obsunąć i spadniemy, zginiemy.

Kiedy dojrzewa w nas świadomość zmiany – musimy postarać się uwolnić ze splątanych lin. Równocześnie – stać się „świadkiem”, obserwatorem. Obserwować złe emocje, ale w nich nie uczestniczyć. Dobre emocje przytulać, karmić się nimi, czerpać z nich energię… Jest to trudne – szczególnie wtedy, kiedy mamy świadomość, że ten „gorszy świat”, to prawie przepaść, która otacza nas z każdej strony.