TRUDNA MIŁOŚĆ

Coraz częściej odwołuję się do powiedzenia Bismarcka: „Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”. Skąd wiedział? Znał historię. Też ją trochę znam. Wychowałem się w domu, w którym o historii często się mówiło (Tato jest historykiem). Oczywiście, w czasach mojej młodości mówiło się bardziej o tej historii dawnej i powszechnej niż najnowszej, bo najnowsza była niestety ze względów politycznych zakłamywana. Zresztą – z tych samych powodów zakłamywana jest także dzisiaj… Z historią jest jak z prawdą – najlepiej kiedy jest bezpieczna i wygodna dla tych, którzy ją głoszą.

Czasami rozmyślam, czy gdybym był młodszy i silniejszy, wyjechałbym z Polski… Chyba nie. Bo jeśli taka miałaby być moja prawda – dawno bym to już zrobił. Kocham moich bliskich i przyjaciół. Mam wielu wspaniałych znajomych. Bliski mi jest język polski. Tu jest moja rodzina, mój dom i drzewo, które cały czas rośnie i co roku kwitnie – wbrew wszystkiemu i wszystkim. I podobnie jak ja czuje się tutaj dobrze. Ale też mam świadomość, że w tym moim kraju więcej jest „przeciw” mnie niż „za” mną. Przeciwko tej wiedzy, którą akceptuję, której racje i prawdy są mi bliskie. I wiem, że to nie tylko wina tych, których sami wynosimy na szczyt – chociaż chcemy, żeby tak było. To miliony obywateli gdzieś mają ważne dla nich sprawy, za to na potrzeby chwili ich gęby bywają pełne frazesów, pseudopatriotycznych haseł, a wszystko to w otoczce pozornie chrześcijańskich wartości. Wielu z nich, gdyby mogło, tuż za rogiem wbiłoby przeciwnikowi politycznemu (oponentowi, konkurentowi) nóż w plecy tylko dlatego, że jest inny i nie myśli tak jak oni.

Pomimo wszystko… kocham mój kraj – nawet za ból, jaki  mi sprawia. I niekiedy nawet się zastanawiam, czy nie straciłby „tego czegoś”, gdyby zrobiono w nim zbyt generalny porządek.