DWA BIEGUNY

Jeśli pojawia się we mnie, lub obok mnie smutek, doszukuję się w nim – co może zabrzmi nieco dziwnie – chociaż odrobiny piękna. I opisuję go metaforami. Zawsze z myślą, aby to, co w rzeczy samej wydaje się przeraźliwie smutne, a nawet bolesne, „zneutralizować”. Na przykład: czyjąś samotną starość, niespełnioną miłość, śmierć bliskiej osoby lub ciężką chorobę. Żeby czytelnika wzruszyć, a nie załamać. Żeby w tych smutnych wierszach lub prozie była ukryta nie tylko refleksja czy spinająca całość puenta, ale było coś, co zapamiętamy na dłużej, co nas poruszy; coś ważnego, swoisty – do odczytania – kod, który poprzez ukryte w nim prawdy będzie nas później chronił. Zbyt często bowiem zakłamujemy świat, staramy się oszukać w czymś, w czym nie wolno się oszukiwać i biegniemy na oślep. A ja chcę moich czytelników chociaż na chwilę zatrzymać. Pokazać biegun, od którego uciekamy, zamiast go… poznać i w ten sposób wzmocnić siebie samego. Aby nie dać się później zaskoczyć i jeszcze bardziej pochylić do ziemi.

Chciałbym poprzez moją twórczość mówić o czymś istotnym, ważnym. O tym, czego w życiu szukamy lub o czym zapominamy, a później przez resztę życia żałujemy, że zapomnieliśmy. Bo prawda – z założenia – powinna służyć naszemu dobru. I jeśli już się smutek pojawi – w dodatku z gorzką refleksją w parze – my, zamiast się z nim przywitać, nauczyć się go, wymyślamy kolejne zamienniki, które mają nas uszczęśliwić. I często żyjemy w towarzystwie tych zamienników, sądząc, że to pełnia szczęścia, nasza urocza bajka. Zapominamy o tym lub nie chcemy zaakceptować tego, że istnieją dwa bieguny życia i naszej psychiki. I często jest lepiej, kiedy ten „biegun smutku” poznamy, „oswoimy” i zneutralizujemy, a dopiero później opuścimy – bo może wówczas to nas uchroni od pozostania zbyt długo lub bywania zbyt często na tym biegunie.

Pamiętacie z dzieciństwa „Dziewczynkę z zapałkami”? A może widzieliście film „Słodki listopad” z Charlize Theron i Keanu Reeves? Albo firm „Zielona mila”, gdzie główne role zagrali Tom Hanks i Clarce Duncan? To bajka i filmy, których się nie zapomina do końca życia. Dlatego, że w „smutnym” często bywa, zamieszkuje piękno i toczą się w nim równie piękne historie. A zawarte w nich refleksje pomagają mam później przetrwać ciężkie chwile.

To jest „trudne” piękno. I wyzwanie dla tych, którzy go w smutku chcieliby szukać. Lecz kiedy już je znajdą, a potem pojawią się w ich życiu chwile radosne, szczęśliwe (jednak nie jako „zamienniki”), wówczas dopiero docenią, jak naprawdę smakuje ten drugi biegun, o którym zawsze marzyli. I czym może być pełnia szczęścia.