MŁODOŚĆ

Młodość to okres, do którego wracamy przez całe późniejsze życie, coś, co trzymamy we wspomnieniach do końca naszych dni. Im jesteśmy starsi, tym bardziej czas młodości jawi się nam niczym piękna baśń – wiemy, że kiedyś ją przeżyliśmy, a równocześnie najczęściej nie jesteśmy w stanie uwierzyć, jak to było możliwe, że te wszystkie historie z tamtych lat rzeczywiście miały miejsce. Można by rzec – nie do końca wierzymy własnym wspomnieniom, mówiąc: to niemożliwe, to nieprawdopodobne.

Młodość to bardziej stan ducha niż możliwości ciała; to lata, w których nie dajemy się docisnąć do ziemi odpowiedzialności; kiedy żyjemy tak szybko, że ten bieg nas rozgrzewa, uskrzydla. Potem tzw. racjonalność, dalekosiężne plany i owa „ziemia” (lub proza) odpowiedzialności oraz inne cechy, jakie się z czasem pojawiają niczym kolejne warstwy ubrania, zaczynają nam ciążyć i krępować ruchy. A my, prowadzeni jakimś niezrozumiałym nakazem – jednocześnie coraz bardziej się dostosowując do tak zwanych prawideł, przyjętych i obowiązujących norm – zakładamy tę naszą „zbroję”, przez co poruszamy się coraz wolniej i coraz mniej w nas młodzieńczej werwy, energii i spontaniczności. Równocześnie marzymy o tym, by zdobywać świat, być w pełni zdrowia i sił, kochać do szaleństwa i szaleć do upadłego.

Jednak zbroja jest z roku na rok coraz cięższa. W dodatku mamy jeszcze miecz, by walczyć, tarczę – by się bronić i konia, by na nim codziennie wyruszać po wojenne łupy…

Mówimy, tłumaczymy sobie, że taka przecież jest kolej rzeczy, że człowiek dorosły musi się ustatkować, założyć rodzinę, być odpowiedzialny… A przy tym równocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że coś nam ucieka, coś tracimy. I w pewnym sensie mamy rację, bo taka chyba jest kolej rzeczy. Ale czy można być dorosłym i odpowiedzialnym, założyć rodzinę, wychowywać dzieci, pracować – bez tej zbroi, bez używania dzień w dzień miecza, tarczy i konia? Trudne pytanie. Na pewno jedno, co można, to nie zapominać, że młodość jest stanem ducha. Tylko tyle i… aż tyle. I można to mieć w sobie do końca życia. Wtedy wystarczy lekka zbroja, zamiast miecza – entuzjazm, a zamiast tarczy – wiedza.

Wtedy też, nawet będąc już bardzo starym, można umrzeć w zbroi, ale… młodo duchem.