TO NIE MOJA WINA

W jednej z pierwszych miniatur na moim blogu pisałem: Na scenie politycznej naszego kraju w znanym powiedzeniu: „prawda leży pośrodku”, słowo „prawda” już dawno zastąpiono słowem „kłótnia”.  Można by rzec, że i jedni, i drudzy uznali tę metodę jako bardzo ważny, dominujący oręż w walce. Szkoda, bo to kumuluje wiele kompleksów i powoduje jeszcze większą agresję, która powoli przenosi się na coraz więcej osób… Od wielu lat czekam na pomysły i rozwiązania, które zmienią obecny stan degrengolady, skundlenia obyczajów, chęci odwetu, poniżania – wymieniać można bez końca. Bo co poza słowami? Które coraz częściej bolą i ranią obie strony?… A od bólu i ran tak blisko do nienawiści i pragnienia zemsty (Blog, „Po której stronie”, 25.09.2017). Ktoś powiedział mi wtedy: Wyluzuj, wcale tacy nie jesteśmy….

W kolejnej blogowej miniaturze, miesiąc później, pisałem: Podłość, zazdrość, nienawiść do tych, którym się udało, chciwość za wszelką cenę, hipokryzja, małość, brak zrozumienia, chęć szkodzenia innym w imię zemsty za… – często nie wiadomo tak naprawdę za co – takie i inne cechy opanowały wielu z nas jak totalna ptasia grypa czy inna zaraza. W sytuacji zarazy czy epidemii są oczywiście jednostki uodpornione. Ale jest ich coraz mniej. Duża część wyjechała z tego kraju, kolejna duża część wyjedzie w najbliższych latach. Ci, co zostali, to ludzie, których coraz rzadziej się słucha i którzy dla tej większości są coraz mniej zrozumiali. Trudno im pokonywać opór materii głupoty, ale jeśli chcą w tym kraju zostać i tutaj żyć, to muszą się uodpornić na to, o czym piszę. W cyrku, obok którego żyjemy coraz więcej jest ogłupionych i wytresowanych. To słonie, konie, tygrysy, lwy, małpy, ale też te mniejsze, mniej groźne, bardziej przestraszone niż ogłupione. Teraz jeszcze są pod baczną opieką treserów. Ale jak ich będzie za dużo, to zagryzą lub zadepczą swoich treserów i rozbiegną się na cały kraj. Co wtedy? (Blog, „Cyrk”, 25.10.2017).

Wówczas ktoś inny zapytał mnie w mailu: Dlaczego piszesz takie dołujące, pesymistyczne teksty? Zaintrygował mnie ten list anonimowego czytelnika. Szczególnie zwrot: „dołujące i pesymistyczne”. Postanowiłem, że postaram się pisać więcej tekstów nie dołujących, czyli – optymistycznych. Ale obok tych optymistycznych, czasami żartobliwych, spod pióra dalej wychodziły kolejne – wg wspomnianego czytelnika – dołujące i pesymistyczne, jak chociażby „Niezbiorowa nieodpowiedzialność”, gdzie napisałem: Zdecydowana większość akceptuje zachowania, które stoją w opozycji do ich definicji „sprawiedliwości społecznej” czy też „wolności gospodarczej”. Tym samym przymyka oczy na ogromną liczbę działań, które są złe, naganne, często niezgodne z prawem i równie milcząco w końcu doprowadzi do nieodwracalnego podziału na „tylko dobrych” i „tylko złych” — izolacji, a może nawet i bankructwa naszego cudownego kraju. Kraju, którego mieszkańcy dopiero co zaczęli przecierać oczy ze snu, mają w sklepach pełne półki, na które ich stać, wstawili nowy albo prawie nowy samochód do swojego garażu, mogą otwarcie wyrażać swoje poglądy, wyjechać na zagraniczne wakacje i razem z innymi Europejczykami siedzieć na plaży, a nie handlować na bazarze obok czy pracować w tym hotelu na przysłowiowym już „zmywaku”. A świeczki, które teraz milcząco zapala niewielki tłum – na koniec zdmuchnie ten sam dla wszystkich wiatr historii… Milcząco.

I zaraz później kolejny tekst („Burzenie” z 12.01.2018 r): Chcemy demokracji, a z drugiej strony zdecydowana większość z nas nie robi prawie nic, by demokrację wzmacniać. Chcemy obywatelskiego społeczeństwa, a z drugiej strony, zamiast nim być – kiedy trzeba – większość wybiera telewizyjny serial, zakupy podczas Black Friday czy ślepą pogoń za rozdawanym lub zarabianym w ramach tzw. dobrej koniunktury pieniądzem. Jeśli stworzyć obraz i jednego, i drugiego, to wyjdzie nam akwarela z dużą liczbą kolorowych plam, lecz z nie do końca zrozumiałą treścią. W czym jesteśmy wielcy, obok tak wspaniałych cech jak pracowitość i przedsiębiorczość, których cały świat nam zazdrości? W tworzeniu pięknej historii i w… psuciu tej pięknej historii? Dlaczego najczęściej to, co stworzymy w niedługim czasie – sami burzymy? Pewnie dlatego, że zdecydowana większość daje temu ciche przyzwolenie, o czym pisałem w jednym z wcześniejszych felietonów. Czy kolejna historyczna klęska, która będzie tak naprawdę wspólnym dziełem milczącej większości, już ostrożnie puka do naszych drzwi? Żeby to sobie wyobrazić i zobaczyć, wystarczy po prostu zdjąć ciemne czy różowe okulary…

Nie da się pisać jedynie tekstów optymistycznych – przynajmniej ja tak nie potrafię. Obok wielu dobrych rzeczy w naszym życiu dzieją się bowiem również te złe. Gdyby o nich nie pisać, nie mówić, nie przestrzegać przed nimi, wówczas rozplenią się jak chwasty. Jednak istnieje bardzo delikatna granica pomiędzy piętnowaniem zła i złych zachowań, a „tworzeniem” na zamówienie – najczęściej polityczne – złych informacji. Takie informacje ubiera się wtedy w otoczki katastrofy, tajemniczych sieci powiązań, wrogiej agentury czy innych temu podobnych wymyślanych patologii i poprzez tak spreparowane informacje szerzy się nienawiść  i buduje agresję u tych osób, które wiele z tych rewelacji biorą jako pewnik. Bo jeśli już istnieją wrogie agentury, sieci lub przestępcze mafie z udziałem polityków, to są w kraju służby, które powinny się zająć ich ściganiem i sądy, które powinny za to karać. Oczywiście jeśli udowodniona zostanie wina. Najczęściej jednak jest tak, że najpierw wyciąga się z kapelusza tak zwaną „aferę”, wyolbrzymia coś, co olbrzymie nie jest, później kolportuje i nakręca wokół tego spirale oskarżeń i pomówień, a na koniec zyskuje poklask tak zwanego sfrustrowanego elektoratu. I równocześnie stawia się kolejny, milowy krok na drodze dzielenia ludzi na złych i dobrych.

Kiedy o tym piszę, część osób mówi mi, że znowu przesadzam, że świat wcale taki nie jest i my tacy nie jesteśmy. My, to znaczy kto?

Czy zawsze musi być tak, że głęboka refleksja pojawia się u większości dopiero wówczas, kiedy stanie się coś naprawdę złego? I podobnie jak w tydzień-dwa po 10 kwietnia 2010 roku – wszystko wraca do „normy”, a wściekłe psy wypuszczane są z klatek? A refleksje i dobre słowa chowane są do rzadko używanego schowka, bo przeszkadzają w naszej ukochanej, romantycznej walce na połamane szable?