ECH, CI ARTYŚCI

Artyści, pisarze – jednym słowem TWÓRCY. Kim są? Co ich wyróżnia? Co powoduje, że dla wielu nie artystów są jakby z innej planety, bo posiadają umiejętność dla nich nieosiągalną – tak zwane: sprawstwo twórcze.

Co sprawia, że często czujemy podziw i chcielibyśmy być jak oni – wspaniałymi pisarzami, malarzami, muzykami? A kiedy nasze – desperackie – próby aby im dorównać, sprowadzają nas na ziemię i siedzimy (już na tej ziemi) nad wykonanym przez nas rysunkiem konia, podobnego do… trudno nawet powiedzieć do czego, lub też piszemy wiersz, o treści tylko i wyłącznie przeciwko nam, wtedy do nas dociera, jak bardzo się od artystów różnimy. I  znowu powracają pytania o talent, który może dostać w darze również nie artysta.
W takim razie – co decyduje o byciu artystą?

Chyba to, że artyści potrafią (przynajmniej się starają) żyć w dwóch światach – w tak zwanym realnym i takim, tylko dla siebie stworzonym. Przez to są jakby „rozdarci” między tymi światami. Im bardziej tłumią emocje, by jakoś się znajdować w realnym świecie (przecież muszą rozmawiać, przebywać wśród innych, pracować z nie artystami), tym bardziej cierpi ten ich drugi świat – twórczego zatracenia, spełnienia…; gdzie realny liść nigdy nie będzie zwykłym liściem, ptak nie będzie tylko ptakiem, a chmury czy wiatr nie będą tylko zjawiskami natury. W tym swoim ukochanym drugim świecie artysta szybko pozamienia wszystko na symbole, obrazy i wieloznaczne metafory; poprzebiera, ponazywa po swojemu. Nada im inne znaczenia, a dodatkowo – tak sobie, przy okazji – dołoży jeszcze do tego ponadczasowe prawdy, jakie inni będą cytować i powielać, często ich do końca nie rozumiejąc… Bo dla wielu nie to zrozumienie będzie ważne lub najważniejsze, lecz to, że te prawdy po prostu ładnie brzmią…

Artysta to niekiedy takie wieczne dziecko – chciałby się bawić, żyć beztrosko, zakochiwać się, kiedy ma na to ochotę i odkochiwać, kiedy obok znajdzie nowe, gorące emocje. Ale też zawsze wie więcej, zazwyczaj neguje prawdy – tak zwane – oczywiste i tworzy prawdy własne; nader często filozofuje – ale to zrozumiałe, bo filozofia, to umiłowanie mądrości, a artysta przecież do niej zmierza… Równocześnie ma świadomość, że odkrywając swój świat przed innymi, może w oczach tych „innych” wyjść na… odmieńca, człowieka „oderwanego od rzeczywistości”. Dlatego często cierpi – zamknięty w skorupie, gdzie się chowa, tak naprawdę po to, żeby… przeżyć. Nieliczni, tę skorupę odrzucają i wyrzucają wszystkie maski, idąc na wojnę z tak zwanym „rzeczywistym światem”. Wtedy, najczęściej uznawani są za odszczepieńców, wariatów – lub delikatniej zwani ludźmi niespełna rozumu. I zwykle nawet źle kończą.

I w tym miejscu dochodzimy do pewnego absurdu. Artysta, który widzi więcej, czuje więcej, wie więcej i potrafi w kilka sekund zwykłą małą biedronkę przerobić na skrzydlatego Feniksa odradzającego się z popiołu w ogrodzie pogrążonym w mroku, później wynieść ją ponad drzewa i równocześnie nagłą błyskawicą rozerwać niebo, by na koniec opisać obrazem, wierszem lub muzycznym utworem, jak ta biedronka (a raczej już Feniks) odlatuje w kierunku Słońca…; i taki człowiek, który potrafi coś takiego zrobić z biedronką, przy tym pochowa wiatr w gałęzie drzew, oderwie z tych gałęzi liście i zamieni je w ptaki, a zrobi to ot tak – jak u innego pstryknięcie palcem, taki człowiek dla nie artystów bywa osobą niespełna rozumu…

Dlatego tak wielu nie artystów od artystów stroni, również od poetów. Tłumaczą to tym, że sztuka jest dla nich zbyt trudna, zagmatwana…

A może noszą w sobie wieczny bajkowy strach? Boją się, że artyści mogą ich pozamieniać w jakieś stwory nie z tej ziemi? I wtedy ani do domu wrócić, ani znajomym się pokazać?