WYWÓD NA TEMAT CZYTELNICTWA – cz. II

Tak sobie dzisiaj pomyślałem: Może się rozbiorę do naga, jak to zrobiła niedawno znana polska siatkarka grająca we Włoszech? Kiedy to po zdobyciu mistrzostwa Włoch sfotografowała się – nawet bez stringów – schowana za wielkim pucharem, a jej zdjęcie obiegło prawie wszystko, co mogło obiec? I taka mnie myśl naszła – rozbiorę się i stanę za ułożoną z tomików wierszy (nie tylko moich) piramidą albo kolumną. Może wtedy, zdjęcie nagiego, zdesperowanego poety obiegnie wszystko, co da radę obiec? A ktoś napisze: patrzcie, poeta, a dowcipny… No i sprzeda się więcej niż 300-400 egzemplarzy, co dzisiaj uważane jest za wielki sukces na rynku wydawniczym (oczywiście chodzi o książki poetyckie).

A może wjechać na ostatnie piętro jakiegoś drapacza chmur i „zamarkować” skok w dół? Pewnie – jak w filmach – pojawi się negocjator i wtedy postawię mu moje warunki-żądania: że nie skoczę, jeśli ludzie zaczną czytać poezję… Pójdzie ten „news” do mediów… Chociaż, jak znam niektóre media, to z końcowego przekazu w wiadomościach ludzie dowiedzą się raczej tylko tego, że jakiś niespełna rozumu twórca chce się rzucić z wieżowca, bo nikt nie ma ochoty czytać jego beznadziejnych wierszy. Czyli markowanie skoku odpada. Zbyt ryzykowne.

Szukam, drążę, nawet już po raz drugi czytam Josifa Brodskiego, który też miał z tym problem i w mistrzowski, właściwy sobie sposób rozprawia się z tym tematem w eseju „Nieskromna propozycja”. Pisze tam m.in. o tym, że w kraju, w którym mieszka 250 mln ludzi (chodzi o USA), wydaje się poezje w nakładzie 2000 lub 5000 egzemplarzy… I według niego nie jest to normalne. Pisze, że poezja musi być dostępna społeczeństwu w znacznie większym stopniu niż obecnie. Dowodzi, jak ważna dla szerokiego odbiorcy jest liryka, są strofy wierszy, metafory i zawarte tam prawdy oraz piękno. Mówi: Wiersz daje nam próbkę kompletnej i niewypaczonej inteligencji ludzkiej w działaniu. Na tym polega główny urok poezji, całkiem niezależnie od użycia przez nią rytmicznych i eufonicznych cech języka, które same w sobie przynoszą nie lada objawienie. Wiersz powiada więc niejako czytelnikowi: „Bądź jako ja”. A ponieważ w chwili czytania człowiek staje się tym, co czyta, staje się stanem tego języka, jakim jest wiersz, jego odkrycie albo objawienie stają się udziałem czytelnika. Kiedy więc zamknie książkę, nadal pozostają jego własnością, albowiem nie można cofnąć się do stanu sprzed ich nabycia. Na tym polega ewolucja. Dla jednego takiego cytatu warto czytać tak wspaniałe książki. A takich „perełek” są tam dziesiątki. Bo zaraz dalej Brodski pisze: Proszę mi wierzyć, albo nie, celem ewolucji jest piękno zdolne przetrwać wszystko inne, będące źródłem prawdy, gdyż stanowi po prostu melanż pierwiastka umysłowego ze zmysłowym. Ponieważ piękno zawsze jest w oku patrzącego, nie sposób ucieleśnić go w całej pełni inaczej niż w słowach – właśnie ono inicjuje wiersz, tyleż nieuleczalnie semantyczny, co nieuleczalnie eufoniczny. Fragmenty eseju rosyjskiego noblisty, które przytoczyłem powyżej, ale też wiele innych znakomitych tekstów, znajdziecie w jego książce „Pochwała nudy”.

No więc – co robić? Jak uratować tych, których jeszcze da się uratować i zamienić im wszechobecne internetowe pismo rysunkowo-memowe na poezje wspomnianego Josifa Brodskiego, Zbigniewa Herberta, Czesława Miłosza, Wisławy Szymborskiej, Tadeusza Różewicza, Ewy Lipskiej czy też wzruszające wiersze o miłości i śmierci Haliny Poświatowskiej? Jak skłonić mojego znajomego, bohatera poprzedniej miniatury, by ponownie zaczął czytać? A to tylko wybrane nazwiska z tak zwanej „elity”, bo przecież mamy wielu innych znakomitych współczesnych poetów. No i jest jeszcze cała zagranica. Ale też obok tego świetna proza, chociażby Sandora Maraia, Imre Kertesza, czy Józefa Mackiewicza, gdzie zamiast wszechobecnej sensacji, horrorów i tworzonego na potrzeby pop-tłumu świata grozy czy hurtowo produkowanych biografii ludzi, często nie mających nam zbyt wiele mądrego do powiedzenia, znajdziemy prawdy, prawdy, prawdy… i będziemy chcieli je cały czas cytować, uczyć się, wracać do nich… Być z nimi! Gdzie znajdziemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Dowartościujemy się, będziemy mądrzejsi, lepsi… Przecież tego chcemy! Czyż nie?

A tym, którzy zaoponują, mówiąc, że przecież nie można stale czytać ambitnej – tak zwanej „trudnej” – literatury i że oni lubią dobrą sensację, od razu odpowiadam: Ja też lubię dobrą sensację! Chociaż w tym wypadku częściej wybieram sensacyjny film w doborowej obsadzie. Bo sensacją lub horrorem wolę żyć krótko. Obok nas, na co dzień, mamy już wystarczająco dużo sensacji, a nawet mrocznych opowieści rodem z horrorów.

Daj nam Boże dobre książki w prezencie. Przy każdej okazji. I wolną, nieprzymuszoną wolę by je czytać. I chwile czasu na ich przeczytanie.