ODRUCHY WARUNKOWE

Mówią o nas: pokolenie X, Y, Z. Stajemy się nickami, hasłami, loginami. Jesteśmy targetem albo grupą docelową. A nawet pojawiło się ostatnio bardzo ciekawe słowo, które ma nas „dowartościować” – Suweren.

Specjalne programy komputerowe – zaszyte w cyberprzestrzeni – gromadzą nasze preferencje, zainteresowania i słabostki, by później wielkie koncerny – już nawet nie podprogowymi reklamami, lecz wprost – mogły nam nachalnie podstawiać jak psu Pawłowa miskę, po to, aby nasze odruchy warunkowe zasilały funkcjonowanie i rozwijanie ich biznesów.

Tego biznesu obok nas coraz więcej. Materialno-konsumpcyjna rzeczywistość, bez której już mało kto potrafi funkcjonować, oplotła nas mackami jak meduza, ale z tych meduz, co to wstrzykują jad. Zmienia się nas i sami się zamieniamy w automaty. Niby żyjemy, niby mamy wolną wolę (ha, ha, ha) i zdolność abstrakcyjnego myślenia. Mamy wrażliwość i podświadomość, z której możemy czerpać – podobno – wszelkie możliwe, odłożone tam dobra. A co robimy? Zamieniamy – jak powiedział mi niedawno jeden z przyjaciół – współpracę na konkurencję. I powoli stajemy się pozbawionymi wrażliwości i instynktu obronnego maszynami. Proces ten wydaje się stały i nieuchronny.

Dzieje się tak dlatego, że z ogromną siłą oddziałują na nas współczesne narzędzia władzy. Każdej władzy – również tej związanej z gromadzeniem pieniędzy. A najpotężniejszym spośród tych narzędzi jest obecnie informacja.

W chwili, gdy ktoś lub coś nas odetnie od tych wszystkich haseł, loginów, ników, facebooka, kont bankowych, Internetu, elektroniki w samolotach, samochodach i stu tysiącach innych urządzeń albo pozbawi nas dostępu do sieci komórkowej  – staniemy się bezbronni.

Kochamy cuda techniki. Każdy taki kolejny cud „buduje” nasze serca i umysły, nasyca nas dumą… A równocześnie zabijamy z premedytacją – i jest to mord zbiorowy – matkę naturę, która nas żywi. Wycinamy tysiące zdrowych drzew, by budować parkingi na tysiące kolejnych samochodów, które zatrują nas jeszcze bardziej. Idiotyzm? Tak – ponieważ wynika z zaślepienia. Wywołany przez pewien narkotyk drukowany w mennicy – w różnych kolorach i z ładnymi portretami wielkich ludzi.

Cieszymy się z wynalezienia coraz to nowych leków, ale zapominamy o szukaniu przyczyn choroby. Nawet profilaktyka stała się znakomitym pomysłem na biznes i produkcję kolejnych – już nie leków, a suplementów. No bo przecież jedna mała tabletka wszystko za nas załatwi… Nawet rozmawiamy ze sobą już coraz częściej „memami” i cytujemy głupców, którzy dzień w dzień organizują nam igrzyska. No i „jaramy” się tymi cytatami.

Ciekaw tylko jestem – do kiedy? Bo w końcu nastąpi pustka, apokalipsa – i to wcale nie ta opisywana w świętej księdze. Chwila, w której nasza bezbronność stanie się faktem – jak mawiają niektórzy – oczywistym. Mimo to odruchy warunkowe zostaną.

Ale i na to ktoś ma plan, ktoś to wykorzysta – nie martwcie się. Biegnijmy więc sobie dalej. Za rogiem jest jeszcze długa prosta. Na jej końcu – rozwidlenie. Po prawej, za kolejną długą prostą, znajdziemy tylko samotne drzewo. Po lewej – domek Baby Jagi. Na drzewie rośnie jabłko – dobrego i złego. W domku Baby Jagi trwa wielki bankiet, a stoły uginają się od czekolady i pierników.

Na rozdrożu zawsze najtrudniej jest podejmować decyzje. Szczególnie wtedy, kiedy drogowskazy stawia nam ktoś inny.