NEGOCJATOR

(Koci thriller)

Na mojej drodze dojazdowej do domu stanął dzisiaj kot. I to nie jest żadna przenośnia, bo kot był całkowicie prawdziwy. To znaczy – żywy.
Ja jechałem autem, a on stanął na środku drogi. I ani w lewo, ani w prawo. Jakby go zamurowało. Ja też – ani w lewo, ani w prawo, bo droga wąska i nie dałbym rady go ominąć. Wysiadłem. Podszedłem do delikwenta, myśląc, że się przestraszy i ucieknie. Ale nic z tego. No to grzecznie poprosiłem:
– Czy mógłbyś przejść na chodnik? Bo śpieszę się na obiad…
Kot powoli skierował swój wzrok w moją stronę. Patrzył na mnie chwilę, a później opowiedział:
– Czy zawsze, kiedy sobie tutaj stanę i łapię oddech przed dalszą drogą, musi jakiś debil wyjść z samochodu, podejść do mnie i mówić ludzkim głosem, myśląc, że go rozumiem? Co to – Wigilia jakaś, czy co?
– Przepraszam – powiedziałem zawstydzony. – Tak odruchowo mi się powiedziało. Widzę, kot na drodze, więc myślę – podejdę i…  nie wiedziałem, że inni też próbują się dogadać…
– Próbują, próbują. Ale przecież to idiotyzm – chyba się ze mną zgodzisz. Prosić kota, żeby zszedł z drogi… Tak jakby nie można było po prostu krzyknąć, klasnąć albo rzucić we mnie patykiem. Przecież nawet dziecko wie, że z kotem się nie dyskutuje. Głaszcze się go, rzuca mu piłeczkę albo kłębek włóczki, bierze się go na kolana… Gadać też do niego można, ale co innego, jak sobie w domu do kota pogadasz. Całkiem inna sytuacja. Ale przystawać na środku drogi, wysiadać i prosić go, żeby przeszedł na chodnik… Co za kretyn!

Głupio mi się zrobiło. Chciałem być miły, dyplomatycznie rozwiązać problem, a tu masz – kot mnie opierniczył.
– No dobra, to co wolisz? Chcesz dostać patykiem, czy mam klasnąć? A może krzyknąć? Co wybierasz?
– Ja Pie….ę – zaklął kot. – Teraz będzie negocjował. A co ja, jakiś terrorysta jestem? Czy ja wyglądam na terrorystę? – spytał i zdegustowany całą sytuacją usiadł, potrząsając głową.

Poczułem się coraz bardziej zirytowany. Ani tak, ani siak.
– Dobra – powiedziałem. – Biorę patyk i rzucam…
– To weź od razu wrzuć to na Fejsa i daj na YouTube… Chłopie! Po co te komunikaty? Co to – jakieś uliczne social media? Weź się ogarnij! Czy ty widzisz, co ty robisz? A raczej czego nie potrafisz zrobić? Głupiego kota nie potrafisz z drogi przegonić…

W tym momencie nie wytrzymałem, lecz zanim wrzasnąłem i rzuciłem w kota kawałkiem sporej, oderwanej od pobliskiego drzewa gałęzi, hipnotyzer doliczył do dziesięciu.
– Drogi panie – powiedział po chwili. – Problem jest głębszy niż nam się wydawało. Musimy to jutro powtórzyć. Ale jutro cofniemy się nie tak jak dzisiaj – do okresu pana pracy jako negocjatora policyjnego, ale o wiele lat wcześniej. Może nawet do okresu przedszkolnego.

Wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Na mojej drodze dojazdowej zobaczyłem… kota. Kiedy otworzyłem drzwi samochodu, kot uciekł i schował się w pobliskim ogrodzie. Wydawało mi się, że zanim uciekł – puknął się łapą dwa razy w czoło. A może, po prostu, odganiał natrętną muchę?