ORKAN WIELOIMIENNY

Orkan Wieloimienny nie atakuje nagle, w ciągu godziny. On zasadza się na swoją zdobycz bardzo długo. Najpierw buduje w świadomości przyszłych ofiar potrzebę zmiany, a w tej wizji tylko on taką zmianę zapewni. Nikt inny.

Później, jako że sam jest gwałtowny, nieobliczalny, wybuchowy i mógłby swoją strategię zepsuć lub przestraszyć ofiary,  zatrudnia do jej realizacji łagodniejsze wiatry o ciepłych podmuchach i deszcz, taki na który czekamy po długiej suszy.

Po jakimś czasie, uwłaszcza się wyborem tych, których świadomość zbudował fałszywymi obietnicami lepszego jutra, stołów pełnych jadła i rozwiązaniem za nich wszystkich ważnych życiowych problemów.

Kiedy zaczyna niszczyć, ci na których się uwłaszczył długo jeszcze myślą, że to dla ich dobra. Ale on niszczy wszystko. Z pomocą kilku – już teraz zimnych, porywistych wiatrów oraz kilku zacinających gradem deszczy najmocniej uderza w tych, co mu zaufali.

Kiedy już wszystko zniszczy i odejdzie – na zgliszczach nastaje cisza.
A w tej przerażającej ciszy słychać tylko skradanie się tych, co przyszli po łup.