CZYTELNIK

– Po co czytać książki? – pyta sąsiad. I po chwili dodaje. – Przecież to strata czasu. Ja tam wolę skosić trawnik, posiedzieć na tarasie, popatrzeć sobie jak urosły te krzaki, które kupiłem w ubiegłym roku.  Później mogę zobaczyć mecz w telewizji i napić się piwa z kolegami. Całkiem fajny dzień i to bez czytania.
Podszedł bliżej ogrodzenia, zapalił papierosa i z lekko przechyloną głową kontynuował swój filozoficzny wywód.
– Po co człowieku tracisz czas na czytanie tych książek. Jeszcze w dodatku takie grube… Tam i tak nic nowego nie wyczytasz. Zobacz – życie toczy się naokoło ciebie, a to wszystko już ktoś kiedyś napisał. Wystarczy patrzeć, pogadać z ludźmi… Co tam jest innego w tych książkach?
Biblia – to rozumiem. Albo Stary i Nowy Testament. Ale taki kryminał czy romansidło? Teraz tego produkują na tony… Mało to w telewizji czy w wiadomościach kryminałów? A w serialach romansów? Co, one gorsze? A i tych tak zwanych psychologicznych książek też sporo można sobie „poczytać” w samym życiu. Wystarczy tylko z ludźmi pogadać. Wzrok i kręgosłup sobie zepsujesz i tyle będziesz miał z tego czytania. Mądrzejszy od tego będziesz?
Ale jak chcesz, to sobie czytaj. Ja idę na piwo.

Zostałem sam z grubą książką na kolanach. Coraz grubsze te książki wydają – pomyślałem. Żeby chociaż litery były większe, to by się wzrok tak nie męczył. Może jednak w tym co mówi sąsiad jest trochę racji? Bo kręgosłup mi rzeczywiście ostatnio nawala… i oczy mam jakieś takie zbłąkane i piwa bym się napił z kolegami.

Jutro kupię cieńszą książkę. Najlepiej tomik wierszy – bo teksty krótkie i szybko się czyta. Może uda mi się namówić sąsiada, by poświecił chwilę swojego cennego czasu na przeczytanie chociaż jednego, krótkiego wiersza… takiego o życiu.