WIELCY, ŚREDNI I MALI

Wiem, że Miłosz. Wiem, że Herbert czy Szymborska. Sam czasami sięgam do ich tekstów i „degustuję”. Znowu też uświadamiam sobie, że wysoko „zawiesili poprzeczkę”. Znam na pamięć ostatnią zwrotkę „Dlaczego klasycy” Herberta i ostatni fragment „Pokoju samobójcy” Szymborskiej:

„Okulary do spoglądania w dal leżały na parapecie.
Brzęczała jedna mucha, czyli żyła jeszcze.
Myślicie, że przynajmniej list wyjaśniał coś.
A jeżeli wam powiem, że listu nie było —
i tylu nas — przyjaciół, a wszyscy się pomieścili
W pustej kopercie opartej o szklankę.”

Ale tak jak w muzyce — świat czeka na nowe doznania, nowe dzieła, nowych twórców. Tak jak nie można cały czas czytać klasyków i kilkunastu wybitnych współczesnych poetów, tak nie można cały czas słuchać tylko Beatlesów i mówić o ich wkładzie w muzyczną rewolucję.
Bo od czasu ich fenomenu pojawiły się setki wspaniałych muzyków, pojawił się Morrison i jego Doors, pojawił się Pink Floyd czy później objawił fenomen głosu Adele, a dla wąskiego grona koneserów i degustatorów objawił się Damien Rice.

Wielcy są drogowskazem, wyznaczają kierunek, za którym mali i średni podążają. Ale nagle może się okazać, że taki średni i mały staje się kolejnym wielkim.
Dajmy szansę teraz małym, teraz średnim.
Kiedyś mogą stać się wielcy i wtedy to my za nimi podążymy.